- Widzisz, dotarliśmy. – powiedział zbyt głośno i trochę
bełkotliwie Massa. Ja rozumiem, że oni może nie mają dobrej głowy do picia, ale
ile on mógł wypić w tym pubie? Na pierwszy rzut oka wydawał się dość ogarnięty.
Później niestety, wszystko wyszło na jaw. Chciałam się go jak najszybciej pozbyć,
żeby nie słuchać tych wszystkich głupot jakie wygadywał. A poza tym, o czym on
myślał? Przecież jutro ma wyścig… Już pomijam fakt, że błądziliśmy przez dobre
4 godziny, mijając średnio co pół godziny jeden i ten sam budynek. Massa jednak
uparcie twierdził, że to ja mam coś z oczami. Nie miałam siły wyprowadzać go z
błędu.
Weszliśmy do środka, rozejrzałam się. Na szczęście nikogo
nie było, nawet recepcjonistki. Chwyciłam Massę za rękę i szybkim krokiem
doprowadziłam do schodów. Byłam już w
połowie kiedy odwróciłam się by skontrolować czy Felipe też zaczął wspinaczkę
wchodzić. Niestety, z lekkim już podenerwowaniem, zobaczyłam, że stoi tam gdzie
go zostawiłam ze głową spuszczoną w dół. Śpi? Tylko tego brakowało. Nie
zostawię go tutaj przecież do rana, już widzę te nagłówki gazet i zdjęcia.
Mimowolnie się zaśmiałam.
- Massa, żyjesz? – zapytałam.
Nie odpowiedział. Chłopie, już jest noc, ja chcę spać i
funkcjonować jutro normalnie. Nie mam zamiaru czołgać cię po schodach. Zeszłam
do niego i potrząsnęłam nim lekko.
- Co? – spojrzał na mnie półprzytomnym wzrokiem.
Nie chciałam mu już niegrzecznie odpowiadać. I tak by nie
załapał.
- Chodź. – pociągnęłam go i wprowadziłam na pierwszy
schodek. – Trzymaj się barierki i wchodź.
Nawet mnie posłuchał. Chociaż szło mu to bardzo powoli.
Lepsze to niż nic, jak to się mówi.
Kiedy dotarliśmy na górę, ku mojej wielkiej radości, Massa
sam z siebie ruszył do swojego pokoju. Ja powędrowałam do swojego. Marzyłam
tylko o tym, żeby położyć się do łóżka i zasnąć. Otworzyłam drzwi, rzuciłam torbę na najbliższy
fotel i ruszyłam prosto do łazienki. Nie zdążyłam pomyśleć o cieplej kąpieli
kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Boże, kogo niesie o tej porze? Z ledwością
dopełzłam, aby otworzyć.
- Nie umiem wejść do środka. – oświadczył Felipe i
wpakował się do mojego pokoju.
- Jak to nie umiesz? – naprawdę, nic nie rozumiałam.
Massa tylko wzruszył ramionami i ruszył w stronę łóżka.
MOJEGO łóżka. Stanął przed nim jakby się nad czymś zastanawiał, a chwilę potem
po prostu na nie padł. Podeszłam do niego.
- Ej, spadaj, nie mam zamiaru spać na podłodze!
- Kto ci każe? – jego głos był stłumiony, bo mówił do
poduszki.
- No rzeczywiście, nikt. – powiedziałam ironicznie. Wiedziałam, że i tak nic nie wskóram, więc
poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, zastanawiając się co Massa miał
na myśli, że nie umiał wejść do pokoju. Pomyślałam, że zapytam go o to
(ponownie) kiedy wyjdę. Umyłam zęby i przebrałam się w pidżamę. Miałam
nadzieję, że Massa jeszcze nie usnął, lecz wraz z jego głośnym chrapnięciem owe
nadzieje zostały rozwiane. Opuszczając łazienkę nie starałam się robić tego
cicho, wręcz przeciwnie, liczyłam na to, że przez hałasy Brazylijczyk się
obudzi. Nic z tego, a w zamian tylko huknęłam kostką o drzwi, które próbowałam
zamknąć nogą.
Felipe leżał tak jak padł po przyjściu do mnie. Widziałam
jak regularnie i spokojnie oddychał. Nawet zrobiło mi się go szkoda, wiedząc
jak jutro będzie się czuł. Na szczęście zajmował małą część mojego łóżka, jedna
noga zwisała mu na podłogę. Zdjęłam mu buty i położyłam się spać, plecami
odwrócona do niego.
***
Kiedy się obudziłam było sporo po dziewiątej. Usłyszałam
szum wody dochodzący z łazienki. Przez chwilę zastanawiałam się jak to możliwe,
lecz chwilę potem przypomniałam sobie, że miałam przybłędę w pokoju. Wstałam i
pościelałam łóżko. Na szafce obok leżał zegarek i inne rzeczy Massy, zapewne
wyjęte z kieszeni, telefon, pieniądze i karta do pokoju, do którego nie umiał
wejść. Nagle komórka zaczęła dzwonić. Podskoczyłam. Dlaczego coś musi mnie od
rana straszyć ? Podeszłam do drzwi łazienki i zapukałam.
- Massa, telefon ci dzwoni. – krzyknęłam tak, aby
usłyszał mnie mimo szumu. Felipe jednak nie dosłyszał i zakręcił wodę.
- Co mówiłaś? – zapytał trochę głośniej.
- Ktoś do ciebie
dzwoni.
- Dobra, niech dzwoni. – powiedział i ponownie puścił wodę.
Wywnioskowałam z tego, że jeszcze trochę czasu zajmie mu
doprowadzenie się do porządku, więc postanowiłam się ubrać. Zapowiadał się, a
jakżeby inaczej, słoneczny dzień, dlatego ubrałam krótkie spodenki i t-shirt,
który wpuściłam w spodnie. Spojrzałam na zegarek, była dziesiąta, a Massa nadal
beztrosko chlupał się w łazience. Nie chciałam go poganiać, ale też musiałam
skorzystać z łazienki. Poza tym planowałam być wcześniej na torze. Dopchać się
w późniejszych godzinach na tor było koszmarem.
- Mógłbyś się pośpieszyć? – zapytałam i w tym samym
momencie usłyszałam jak wychodzi z kabiny prysznicowej. Hm, trudno było tego
nie słyszeć, najwyraźniej się potknął. Jedno wiem na pewno – wyhamował przed
drzwiami opierając się o nie ręką.
- Wszystko w porządku?
Coś czuję, że ten wyścig może się dzisiaj różnie
potoczyć.
- Tak, tak. – krzyczał Felipe. – Jasne, nic mi nie jest.
- Miejmy nadzieję. – mruknęłam pod nosem.
- Już wychodzę, moment.
Nie zdążył dokończyć zdania, a usłyszałam pukanie do
drzwi. Poszłam otworzyć. W drzwiach stał uśmiechnięty od ucha do ucha Mark.
Zapewne nie mógł się doczekać wyścigu. Ubrany był w jeansowe krótkie spodenki i
koszulkę Red Bulla.
- Hej, pomyślałem, że może potrzebujesz podwózki na tor i
moglibyś… - nie dokończył zdania. Widziałam, że patrzy się na coś ponad moją
głową. Odwróciłam się i zobaczyłam Massę stojącego tuż przy drzwiach od
łazienki. Miał mokre włosy po porannym prysznicu, a na sobie tylko ręcznik.
Niepewnie podniósł rękę do góry i uśmiechnął się w geście powitania. Widziałam
zdezorientowanie na jego twarzy, nie wiedział co ma zrobić.
- Widzę, że chyba nie potrzebujesz mojej pomocy. –
uśmiech zniknął z jego twarzy. – Przepraszam, że przeszkodziłem.
- To może ja pójdę się ubrać. – wtrącił Massa, zebrał
ubrania z fotela i ponownie poszedł do łazienki.
Nawet nie zwróciłam na niego uwagi.
- Mark, przestań. O czym ty mówisz?
Nie odpowiedział, spojrzał tylko na mnie kiwając głową.
Odwrócił się i skierował się w stronę schodów.
- Chyba nie myślisz, że ja i Felipe… – wiedziałam, że nie
ma sensu krzyczeć przez cały korytarz. Mark udał, że mnie nie słyszy. Widziałam
tylko jak zbiegał po schodach. W tym momencie Massa wyłonił się z łazienki. Tym
razem ubrany. Zamknęłam drzwi i spojrzałam na niego. Ten tylko podrapał się po
głowie i z zażenowaną miną powiedział:
- Głupio wyszło, co?
- Nawet bardzo.
- Spokojnie, wszystko mu wyjaśnię jak tylko go zobaczę.
- Nie wiem czy mogę być tak spokojna. Ty w ogóle
pamiętasz coś z wczoraj? – wzięłam torbę i zaczęłam pakować w nią potrzebne
rzeczy oraz sprzęt. Chciałam być już na torze i chociaż na chwilę zapomnieć o
tym, co przed chwilą miało miejsce.
- Jasne! – powiedział uradowany. – Nie wiem tylko jak
znalazłem się u ciebie. – westchnęłam.
- Nie umiałeś wejść do pokoju.
- Co? – zapytał zaskoczony i usiadł w fotelu.
- Przynajmniej tak mi powiedziałeś. Nie myśl, że ja ci to
wytłumaczę. Kiedy wyszłam z łazienki z zamiarem spytania się ciebie o to, ty
już smacznie spałeś. – spojrzałam na niego i również usiadłam na fotelu.
Spakowaną torbę odłożyłam na bok. – I chrapałeś. – dodałam.
- Przepraszam, czasem nawet mnie się zdarza. – uśmiechnął
się. – Ja też ci teraz tego nie wytłumaczę, mam krótką pamięć.
- Ta, krótką pamięć… to chyba coś innego. – wstałam i
popukałam go w czoło.
- Ała, nie musisz tak mocno. – odsunął się szybko i
skrzywił.
- Widzę, że główka boli, ładnie zabalowałeś. Ile wypiłeś?
– zapytałam z ciekawości.
- Nieważne. – powiedział i również wstał. – Chodźmy już,
im wcześniej będziemy tym lepiej.
- Tylko wejdę do łazienki, którą okupowałeś z rana.
Szybko umyłam twarz i zęby. Nałożyłam lekki makijaż i
byłam już gotowa.
- No nareszcie. – oznajmił przeciągle Massa. – Ile można
czekać?
Zgromiłam go wzrokiem, a on się zaśmiał. Chociaż jemu
humor dopisywał. Wyszliśmy z pokoju. Po drodze wstąpiliśmy do bufetu po kawę.
- Nie potrzebujesz nic ze swojego pokoju? – byłam zdziwiona,
że nawet do niego nie zajrzał.
- Wolałbym tam teraz nie wchodzić.
- Musiałbyś się tłumaczyć, co?
- Właśnie. Wolę zrobić to później. Takie rzeczy lepiej
załatwić po wyścigu. A poza tym, wszystkie potrzebne rzeczy mam tu. – wskazał na
swoją kieszeń.
Resztę drogi przebyliśmy w ciszy. Zastanawiałam się co
powinnam powiedzieć Markowi. Wszystkie teksty na zaczęcie rozmowy wydawały się
takie oklepane. Chciałam to z nim jak najszybciej wyjaśnić. Nie miałam pojęcia
czy mi uwierzy, cała ta sytuacja będzie brzmieć jak wymyślona historyjka. Ale
co innego mam zrobić, przecież to prawda. Miałam nadzieję, że uda mi się go
złapać jeszcze przed startem. Nie chciałam, by miał mnie za… no właśnie, za
kogo? Najpierw ta cała sytuacja z Mikołajem, z której pomógł mi się wyplątać,
udawał mojego partnera, ale kiedy wszystko już się skończyło, on nadal ze mną
był. Nie udawał. A może dla niego to była tylko odskocznia? Nie chciałam tak myśleć.
W końcu dotarliśmy na tor. Szliśmy wzdłuż boksów, aż dotarliśmy do Ferrari,
gdzie Massa miał się przebrać. Odwrócił się do mnie i przytulił.
- Przepraszam. – powiedział mi do ucha. – i dziękuję.
- Powodzenia. – uśmiechnęłam się kiedy mnie puścił.
- Wszystkie będzie dobrze, zobaczysz. – cały ten czas był
poważny, pogładził mnie po ramieniu i uśmiechnął się nieznacznie. Ruszył w głąb
boksu.
- Dzięki. – na znak tego, że usłyszał, podniósł kciuk w
górę. Chwilę później już go nie widziałam.
Ja też ruszyłam przed siebie. Idąc tuż obok boksów,
przeszłam obok Red Bulla. Spojrzałam na stojący tam jeszcze bolid Marka i
poszukałam go wzrokiem. Myślałam, że go nie ma gdy chwilę potem zauważyłam go
kilka metrów przede mną. Spojrzał na mnie i wszedł do boksu. Przebrany był już
w strój wyścigowy. Podszedł do swoich mechaników, którzy powoli wyprowadzali
jego bolid i zapytał czy im w czymś pomóc. Wszyscy zgodnie kiwnęli przecząco
głowami.
- Idź już na start, my się wszystkim zajmiemy.
Webber wziął kask i pojemnik z napojem, omijał mnie
wzrokiem. Ruszył na start.
- Mark, poczekaj. – zawołałam, lecz Australijczyk nic
sobie z tego nie robił. – Hej, Mark! – paru z mechaników podniosło głowy.
- Ej, Web, jakaś młoda dama cię woła, może byś się
zatrzymał? – krzyknął jeden z nich. Mark posłuchał i odwrócił się na pięcie z
udawanym znudzeniem.
- Co? – zapytał unosząc brwi.
- Dobrze wiesz co. – powiedziałam podchodząc do niego
szybszym krokiem.
- Nawet jeśli, to chyba nie mamy o czym rozmawiać. –
kiedy podeszłam do niego, ruszył wolno.
- Mamy o czym rozmawiać. – oznajmiłam rozdrażniona i
szłam obok niego.
- Widziałem prawie gołego Massę u ciebie w pokoju, to
chyba wystarczy. – starał się mówić obojętnym tonem.
- Nawet nie dałeś mi nic wytłumaczyć, bo po prostu sobie
poszedłeś.
- Blanka, do cholery, co tu jest do tłumaczenia? – podniósł
głos i się zatrzymał. – Nie obchodzi mnie jaką historyjkę sobie wymyśliliście,
ty albo Massa. Ja rozumiem, zależało ci tylko na przespaniu się z jakimś kierowcą, tak? Szukałaś sensacji do
gazety? Podobno jesteś tylko fotografką, tak mi mówiłaś. A prawda jest zupełnie
inna. Poza tym, o czym ty myślałaś, Massa ma żonę, dziecko, a ty co? – mocno gestykulował
rękoma. – Jak widać nie masz żadnych skrupułów, a mnie tylko wykorzystałaś żeby
uwolnić się od jakiegoś gnojka. Tylko
tego ode mnie chciałaś, więc czego jeszcze ode mnie oczekujesz? – z powrotem
ruszył przed siebie. Tym razem szybkim krokiem. Ledwo za nim nadążałam.
- Naprawdę tak myślisz? Naprawdę sądzisz, że o to mi
tylko chodziło? – powiedziałam już zdenerwowana. Jego słowa z jednej strony
mnie bolały, a z drugiej wzbudzały we mnie złość.
- Tak. – oznajmił. – tak właśnie myślę. Dlaczego
wcześniej nie posłuchałem Alonso? – ostatnie słowa powiedział ciszej, do
siebie.
- W takim razie nie mamy sobie czego wyjaśniać. Wiesz co,
myślałam, że jesteś inny, a ty po prostu zachowujesz się jak skończony dupek.
Wolisz wierzyć w coś co powiedział Ci ten twój kolega Alonso, w to co
zobaczyłeś u mnie w pokoju, a coś co nic nie znaczy. I nawet nie pozwolisz
sobie niczego wytłumaczyć. Skoro tak, proszę bardzo, myśl sobie co chcesz, mnie
już to nie interesuje. – krzyknęłam i pobiegłam przed siebie.
Dotarłam do jakiegoś miejsca pod drzewem obok toru, starając
się myśleć tylko o pracy, stwierdziłam, że będę mieć parę fajnych ujęć. Byłam
spocona i było mi naprawdę gorąco. Napiłam się wody. Cały czas jednak siedziało
mi w głowie to co powiedział Mark. Siadłam na trawie. Do rozpoczęcia wyścigu
było jeszcze kilkanaście minut. Czy on naprawdę tak myślał? Mimowolnie parę łez
spłynęło mi po policzku. Szybko je wytarłam. Koniec, powiedziałam do siebie,
nie myśl o tym. Wpadłam z deszczu pod rynnę. Mogłam nic nie zaczynać z Markiem,
wtedy nie miałabym żadnego problemu. Usłyszałam dźwięk SMSu w mojej torbie.
Wyjęłam telefon i zobaczyłam, że to Massa.
Przed moją żoną
chyba nie da się uciec. Wszystko jej wytłumaczyłem i już nie jest zła, trudno
nie uwierzyć w to co się stało, skoro zionie ode mnie alkoholem. Przynajmniej
tak mi powiedziała. Mam nadzieję, że wszystko wyparuje w trakcie wyścigu,
hahah. :P Trzymam kciuki za Ciebie i Marka.
Czytając to uśmiechnęłam się nieznacznie. Chociaż jemu
się udało. Odpisałam:
Cieszę się. A
kciuków już nie ma za co trzymać.
Nie liczyłam na odpowiedź. Wiedziałam, że Massa pisał
wiadomość na szybko przed wyjściem. Schowałam telefon i zajęłam się pracą.
Kierowcy rozpoczęli już okrążenie, by rozgrzać opony. Za chwilę rozpocznie się
wyścig.
***
To było naprawdę interesujące! W tym sezonie jeszcze nie
było tak emocjonującego wyścigu. Jestem bardzo ciekawa czy któryś z
nadchodzących wyścigów będzie w stanie go pobić. Czekałam już przy barierkach
dla fotoreporterów na kierowców, którzy będą świętować. Pierwszy nadjechał Vettel,
który zajął pierwsze miejsce. Stanął na bolidzie i uniósł ręce w górę pokazując
swó,j charakterystyczny już, palec wskazujący. Pstryknęłam mu parę zdjęć. Zaraz
za nim przyjechał Massa swoim czerwonym Ferrari, zajął trzecie miejsce i był z
tego powodu bardzo szczęśliwy. Od razu skierował się do swojej żony i synka
czekających na niego wraz z ekipą. Jemu także zrobiłam zdjęcia. Ściskany przez wszystkich
nie mógł się uwolnić. Wszyscy starali się mu pogratulować, nawet tylko przez
klepnięcie w plecy lub w kask. Widziałam jak na swoje drugie miejsce wjeżdża
drugi bolid Red Bulla – Mark Webber. Zajęło mu dużo czasu zanim rozpiął pasy i
wygrzebał się z bolidu. Massa nadal ciesząc się jak szalony zauważył mnie i
podbiegł. Przytulił mnie tak mocno, że myślałam, że mnie udusi. Poklepałam go
po plecach. Naprawdę byłam z niego dumna. Przez chwilę oślepił mnie blask
fleszy, kiedy Massa zbliżył się do barierki, gdzie stałam wraz z innymi fotografami
i dziennikarzami. Każdy chciał mieć przecież dobre ujęcie! Felipe powiedział coś
do mnie, ale nie zrozumiałam go, ponieważ głos był stłumiony przez kask. Poszedł
się zważyć, a w tym czasie podszedł do niego Vettel, mężczyźni pogratulowali
sobie. Widziałam jak Mark podchodzi do ekipy.
Nie cieszył się tak jak Massa czy Vettel. Kiedy od nich odchodził
spojrzał jeszcze na mnie i spuścił wzrok. Odwrócił się i ruszył do budynku, by
jak najszybciej zniknąć.
__________________________
jeśli ktoś tu jeszcze w ogóle zagląda.
przepraszam.