Nie zdążyłam nawet porządnie pobyć w domu a już trzeba
było go opuścić. Nici z odwiedzin, które sobie zaplanowałam. Nie liczyłam na
miły tydzień ze względu na dodatkową robotę, jaką zafundowała mi szefowa, a
raczej dziewczyna, która jest „chwilowo, ujmijmy to, niedostępna”. Samo
przeprowadzenie wywiadu raczej nie budziło we mnie aż tak negatywnych emocji
jak fakt, że muszę go przeprowadzić z Alonso. Przecież on nie odpowie nawet na
jedno moje pytanie. Zresztą, ja w ogóle nie mam ochoty zadawać mu pytań, a co
dopiero słuchać odpowiedzi na nie.
- Skoro już wszystko omówione czas przejść do zajęć
praktycznych. – odezwała się nagle Lili, a ja aż podskoczyłam do góry. Mam
nadzieję, że nie zorientowała się, że wyłączyłam się na moment. W sumie to na
cały jej monolog.
- Ale to już? – zapytałam, mając nadzieję, że się
przesłyszałam.
- No tak, a co ty myślałaś? Że sucha wiedza zrobi z
ciebie redaktora? – zaśmiała się.
Super.
- Mam dla ciebie niespodziankę. – ożywiła się. – Na pewno
Ci się spodoba. – powiedziała i zniknęła w innym pomieszczeniu firmy, w której
siedziałyśmy.
Nie było tu nic ciekawego. Jak w każdym z tego typu
pomieszczeń – biurko i komputer. Na
drugim końcu stały dwie kanapy, stolik i mały telewizor. Trochę mało miejsca,
ale wszystko umeblowane tak, że nie odczuwało się tego ile rzeczy tu
umieszczono.
Lili dość długo nie wracała, więc trochę się
niecierpliwiłam. Wzięłam spod stolika pierwszą lepszą gazetę i zaczęłam czytać.
„Jak szybko i tanio umeblujesz swój dom” widniało u samej góry. Taak, bo to mi teraz potrzebne.
Spojrzałam jeszcze raz pod stolik i spostrzegłam, że wszystkiego gazety są o
podobnej tematyce. Już wiem, dlaczego to wszystko tutaj tak ładnie wygląda.
- Jestem. – wparowała do pokoju tak szybko jak z niego
wyszła. Dobry humor nadal jej nie opuszczał. Widać było, że jest zadowolona z
siebie. – Możesz wejść! – krzyknęła odwracając się do otwartych drzwi. Odłożyłam gazetę na swoje miejsce i z
ciekawością obserwowałam kto wyłoni się z drzwi. Ku mojemu zaskoczeniu
zobaczyłam Webbera.
Wchodząc do pokoju pomachał w moim kierunku i podszedł.
Wstałam, żeby się przywitać.
- Cześć. – powiedziałam, nie kryjąc swojego zdumienia i
podałam mu rękę.
- Cześć – odpowiedział ściskając moją rękę i całując mnie
w policzek.
- Nie spodziewałaś się, co? – wtrąciła radosna Lili. –
Siadajcie.
- Przyznam szczerze, że naprawdę mnie zaskoczyłaś. –
odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Usiedliśmy na swoim miejscu, a Mark zaraz obok
mnie, Lili usadowiła się naprzeciwko nas.
- Mark wspominał mi, że się znacie, dlatego poprosiłam go
o przysługę. Zgodził się od razu. Pomyślałam, że będzie prościej kiedy będzie
to ktoś, z kim miałaś już styczność. – uśmiechnęła się szczerze. Nie zdążyłam
nic powiedzieć kiedy dodała. – Chcecie się czegoś napić?
- Kawę z mlekiem, poproszę. – powiedział Webber.
Kiwnęła głową w moją stronę.
- Sok pomarańczowy. – uśmiechnęłam się.
- Za chwilę będę. – odezwała się wychodząc z pokoju.
Usadowiłam się wygodnie na kanapie i spojrzałam w stronę
Marka, który zajęty był skrobaniem niewidocznej plamki na swoich spodenkach.
- Nie powinieneś być teraz przypadkiem na konferencji
prasowej? – zapytałam, a Mark spojrzał na mnie jakbym go wyrwała z głębokiego
snu.
- Przecież jestem. – odpowiedział z uśmiechem.
- Za dużo ode mnie wymagasz już na samym początku. –
zaśmiałam się.
- Ktoś musi ci stawiać wyzywania. – mrugnął do mnie
okiem. – Nie doceniasz samej siebie.
- Liczysz na to, że przeprowadzę z tobą wywiad , który
okaże się hitem i wyląduje na pierwszej stronie wszystkich gazet o tematyce
sportowej? To ma być tylko próba. – jęknęłam, a Mark uśmiechnął się jeszcze
szerzej.
- Tak, na to właśnie liczę. – oparł się o sofę i wziął
poduszkę do rąk, położył ją na klatce piersiowej i uparcie ściskał.
- Mam lepszego kandydata, dla którego muszę się o to
postarać. – Webber uniósł brew do góry.
- Kto może być taki ważny? – powiedział śmiertelnie
poważnie, ale w jego oczach było widać iskrę rozbawienia. – Hm…. – mruknął. –
Ja, ja albo… ja. – wyliczał na palcach patrząc w sufit. – To która z tych opcji
ci odpowiada?
Zaśmiałam się.
- Ta czwarta.
- Ale nie było żadnej czwartej! – oburzył się.
- Niestety u mnie na liście jest i nazywa się Fernando
Alonso.
W tej samej chwili do pokoju weszła Lili z dwoma
szklankami. Postawiła przed nami to, o co prosiliśmy i siadła na swoim miejscu.
- Widzę, że zapoznajesz Marka z powierzonym ci zadaniem.
– spojrzała na nas.
- Taaak. – rzuciłam przeciągle. – Które wcale mi się nie
podoba.
- Dlaczego? – zdziwiła się Lili. – Może być ciekawie.
Hiszpanii umieją zaskakiwać. – poruszyła znacząco brwiami, a Webber
odchrząknął.
- Ten gorący temperament… no tak, w sumie masz rację. –
udałam zamyśloną.
Po chwili obie wybuchłyśmy śmiechem.
- Ciekawe czy w ogóle doznam zaszczytu zadania mu kilka
pytań. – zastanawiałam się na głos.
- A tam. – machnęła ręką Lili. – Nie przejmuj się, dasz
radę. On tylko udaje takiego groźnego. Zresztą, jak cała reszta. Udają takich
pewnych siebie na torze, a poza nim to różnie bywa. – Mark zaczął wiercić się
na kanapie nic nie mówiąc, ale nie czuł się komfortowo w tej sytuacji.
- Nie powinnaś tego mówić. – zaśmiałam się i szturchnęłam
Webbera.
- Chętnie posłucham, co jeszcze macie do powiedzenia o
kierowcach. Potem przekażę chłopakom, żeby nie zgrywali takich macho. –zaśmiał
się, kręcąc głową.
- Oj, dużo by się tego znalazło. – odpowiedziałam
szczerze. – Dobrze, że nie wiecie wszystkiego.
- Domyślam się, że na charakterze kierowców się nie
kończy. – udał, że wzdycha.
- To się dopiero zaczyna. – zażartowałam. – Ale może zaczniemy
to po co tu przyszliśmy, co?
***
Pierwszy raz nie poszedł tak źle jak myślałam. Może
dlatego, że obok siebie miałam Lili, która służyła mi pomocą, a
„przesłuchiwałam” Marka Webbera. Całość trwała trochę ponad pół godziny i z
satysfakcją mogłam stwierdzić, że wszystko poszło po mojej i Lili myśli.
Zadawałam krótkie i konkretne pytania, nie robiąc przy tym żadnych gaf, a Mark
odpowiadał na nie długo i szczegółowo. Niestety nie zawsze jest tak miło i
przyjemnie. Cały czas siedziało mi w głowie wyzwanie jakie na mnie czekało.
Miałam nadzieję jednak, że po rozmowie jaką zamierzałam przeprowadzić z
szefową, nie będę musiała robić wywiadu z Alonso. W końcu ten z Markiem
powinien jej wystarczyć, Lili też tak twierdziła.
Staliśmy wszyscy przed budynkiem, gawędząc jeszcze przed
rozejściem się, gdy nagle zadzwonił mój telefon. Przeprosiłam ich i odebrałam.
Usłyszałam w słuchawce głos mojej szefowej.
- Jak ci idzie? – zapytała wesoło, jak zawsze.
- Powoli. – powiedziałam. – Dobrze, że pani zadzwoniła.
- Och, nie ma za co, w końcu te telefony są takie drogie.
– usłyszałam.
- Nie, nie o to mi chodzi. – powiedziałam przewracając
oczami. – Chciałam się zapytać, czy mogę wymienić Alonso na Webbera? Bo
właściwie wywiad mam już gotowy.
- A wyścig się skończył?
- Nawet się nie zaczął. – odpowiedziałam powoli. – Co to
ma do tego?
- A to, że my potrzebujemy wywiadu po wyścigu. – rzuciła
i dałabym sobie rękę uciąć, że w tej chwili na jej twarzy gości wielki uśmiech.
- Ale… – zaczęłam.
- Nie ma żadnego „ale”. – przerwała mi. – Nie będziesz
przecież przeprowadzać wywiadu drugi raz z tym samym kierowcą przed i po
wyścigu. – westchnęłam głośno.
- Dobra. – powiedziałam w końcu. – Niech będzie, ale nie
odpowiadam za straty materialne i moralne moje i Alonso. – powiedziałam i
rozłączyłam się.
Ruszyłam w kierunku Marka i Lili, którzy nadal gawędzili.
W sumie nie spodziewałam się cudów po tej rozmowie, jednak trochę mnie
rozczarowała. Mam nadzieję, że oboje wyjdziemy z tego cało.
- To ja się zbieram, mam jeszcze trochę pracy. –
powiedziała Lili kiedy do nich dotarłam, wskazując kciukiem na budynek, który
znajdował się za nią. – Podwiozłabym cię, ale sama rozumiesz. I tak szef nie
daje mi spokoju. – wzruszyła przepraszająco ramionami.
- Spokojnie, dam sobie radę. – uśmiechnęłam się
pocieszająco, widząc, że naprawdę jej przykro.
- Ja cię mogę podwieźć. – zaoferował się Webber. –
Jedziemy w tym samym kierunku przecież…– popatrzył na mnie z litością i
rozbawieniem w oczach. –…a już ze mną jechałaś, więc nie masz się czego bać.
- Świetny pomysł! – krzyknęła nagle Lili. – To
załatwione, dzięki. – poklepała Marka po ramieniu i weszła do budynku.
- Wezmę taksówkę, naprawdę.
- Nawet o tym nie myśl. – Mark pogroził mi palcem. –
Jedziesz ze mną.
- No dobra. – westchnęłam. – To gdzie ten twój bolid,
błyskawico? – zażartowałam.
- Wystarczy jedno moje pstryknięcie a pojawi się jak
królik z magicznego kapelusza. – poruszył brwiami, i tak jak powiedział,
pstryknął palcami. Jednak nic magicznego się nie stało. – Czasem po prostu się
zacina i trzeba do niego samemu podejść. – oznajmił ze smutkiem.
- Po prostu żaden z ciebie magik. – powiedziałam. –
Rozczarowałeś mnie!
- Przepraszam. – odparł i zrobił minę, którą przypominał
smutnego psa. Zaśmiałam się.
Dotarliśmy do auta. Mark wyprzedził mnie o kilka kroków i
otworzył mi drzwi. No, no, no, kto by
pomyślał. Usadowiłam się wygodnie w fotelu, zapięłam pasy, co zawsze miałam
w zwyczaju, i już po chwili obok mnie
pojawił się kierowca. Droga do hotelu nie była długa, ale idąc na pieszo
człowiek mógłby się porządnie zmęczyć przez upał jaki tutaj panował. Mark co
chwila rzucał jakieś tematy do rozmowy dlatego ani na chwilę nie zapanowała
cisza.
- Słaby czas, kapitanie. – powiedziałam kiedy
dojechaliśmy na miejsce. Wysiedliśmy za samochodu i ruszyliśmy w stronę
wejścia.
- Nie dość, że ją
zabrałem to jeszcze marudzi. – powiedział niby do siebie.
- Ej! – oburzyłam się i uderzyłam go pięścią w ramię.
Teatralnie skrzywił się z bólu i zaczął masować rzekomo obolałe miejsce.
- Za co? – zapytał rozbawiony.
- Za to, że nie jesteś magikiem! – powiedziałam i
wystawiłam język.
Nagle poczułam jak bierze mnie za rękę i ciągnie trochę
na bok od głównego wejścia. Oparł mnie delikatnie o ścianę i zaczął całować. Po
chwili odezwał się:
- A teraz? Nadal się gniewasz? – zapytał z tym
zawadiackim uśmiechem na twarzy.
- Hmm… – mruknęłam. – Tak, ale tylko tro… – nie zdążyłam
dokończyć a już poczułam jego usta na swoich. Wydawało się, że trwa to całą
wieczność, a ja nie mogłam się od niego oderwać. A może nie chciałam? Nagle
ktoś odchrząknął. Odskoczyliśmy od siebie jak poparzeni i spłoszeni
nastolatkowie. Zobaczyliśmy przed sobą zmieszanego Massę.
- Nie chciałbym przeszkadzać… – zaczął. – …ale coś się
chyba stało w twoim pokoju. Usłyszałem jakieś hałasy i poszedłem sprawdzić.
Zauważyłem otwarte drzwi i bałagan…- Nie skończył a już pobiegłam truchtem do
swojego pokoju.
Nie mogłam
uwierzyć własnym oczom, kiedy do niego weszłam. Wszystko porozrzucane, nawet
komoda i mała szafka leżały przewrócone. Ubrania z walizki walały się wszędzie.
Widać było, że ktoś kto to robił działał w pośpiechu. Pewnie Massa spłoszył
szkodnika. Czułam jak opanowuje mnie złość. Rozejrzałam się dokładniej jeszcze
raz, żeby zobaczyć czy coś nie zginęło. Wszystko wydawało się być w porządku pomimo
panującego bałaganu. Spostrzegłam, że na łóżku leży jakaś kartka. Podniosłam ją
i przeczytałam to, co była na niej wydrukowane.
„Jeszcze ci mało?”
Zaparło mi dech w piersiach. Co ktoś ode mnie chciał?
Przecież nikomu się nie naraziłam, nie licząc Mikołaja, ale wydawało mi się, że
już sobie odpuścił. Poza tym ma teraz gorsze problemy na głowie. Nie poczułam strachu,
lecz jeszcze większą złość na siebie i na cały świat.
- Kurwa! – krzyknęłam i zamknęłam kopniakiem drzwi.
Rozległ się wielki huk a po chwili jęk.
Otworzyłam drzwi i pomimo ogarniającej mnie złości
poczułam rozbawienie.
______________________
Witajcie! ;-)
Dodaje kolejny rozdział i nawet wyrobiłam się w terminie jednego miesiąca. Ledwo, bo ledwo, ale jest!
Już mija kolejny dzień ferii, coś czuję, że te dwa tygodnie i tak mi nie wystarczą na rzeczy, które powinnam zrobić. A co tam u Was? Tęsknicie za F1? Bo ja już nie mogę się doczekać... Ale za to ile się dzieje w poszczególnych teamach. Zapowiada się ciekawie.
Jak zawsze przepraszam za wszystkie błędy, bo na pewno są. ;-)
Pozdrowionka!
Mark+Blanka <333 Więcej, więcej...
OdpowiedzUsuńCo do tego włamania, coś mi sie zdaje że to sprawka Fernando, ale może się mylę :P Oby tak, bo nie wierzę żeby był zdolny do czegoś TAKIEGO