środa, 17 czerwca 2015

Rozdział XIII: Dlaczego wcześniej nie posłuchałem Alonso?

- Widzisz, dotarliśmy. – powiedział zbyt głośno i trochę bełkotliwie Massa. Ja rozumiem, że oni może nie mają dobrej głowy do picia, ale ile on mógł wypić w tym pubie? Na pierwszy rzut oka wydawał się dość ogarnięty. Później niestety, wszystko wyszło na jaw. Chciałam się go jak najszybciej pozbyć, żeby nie słuchać tych wszystkich głupot jakie wygadywał. A poza tym, o czym on myślał? Przecież jutro ma wyścig… Już pomijam fakt, że błądziliśmy przez dobre 4 godziny, mijając średnio co pół godziny jeden i ten sam budynek. Massa jednak uparcie twierdził, że to ja mam coś z oczami. Nie miałam siły wyprowadzać go z błędu.
Weszliśmy do środka, rozejrzałam się. Na szczęście nikogo nie było, nawet recepcjonistki. Chwyciłam Massę za rękę i szybkim krokiem doprowadziłam do schodów.  Byłam już w połowie kiedy odwróciłam się by skontrolować czy Felipe też zaczął wspinaczkę wchodzić. Niestety, z lekkim już podenerwowaniem, zobaczyłam, że stoi tam gdzie go zostawiłam ze głową spuszczoną w dół. Śpi? Tylko tego brakowało. Nie zostawię go tutaj przecież do rana, już widzę te nagłówki gazet i zdjęcia. Mimowolnie się zaśmiałam.
- Massa, żyjesz? – zapytałam.
Nie odpowiedział. Chłopie, już jest noc, ja chcę spać i funkcjonować jutro normalnie. Nie mam zamiaru czołgać cię po schodach. Zeszłam do niego i potrząsnęłam nim lekko.
- Co? – spojrzał na mnie półprzytomnym wzrokiem.
Nie chciałam mu już niegrzecznie odpowiadać. I tak by nie załapał.
- Chodź. – pociągnęłam go i wprowadziłam na pierwszy schodek. – Trzymaj się barierki i wchodź.
Nawet mnie posłuchał. Chociaż szło mu to bardzo powoli. Lepsze to niż nic, jak to się mówi.
Kiedy dotarliśmy na górę, ku mojej wielkiej radości, Massa sam z siebie ruszył do swojego pokoju. Ja powędrowałam do swojego. Marzyłam tylko o tym, żeby położyć się do łóżka i zasnąć.  Otworzyłam drzwi, rzuciłam torbę na najbliższy fotel i ruszyłam prosto do łazienki. Nie zdążyłam pomyśleć o cieplej kąpieli kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Boże, kogo niesie o tej porze? Z ledwością dopełzłam, aby otworzyć.
- Nie umiem wejść do środka. – oświadczył Felipe i wpakował się do mojego pokoju.
- Jak to nie umiesz? – naprawdę, nic nie rozumiałam.
Massa tylko wzruszył ramionami i ruszył w stronę łóżka. MOJEGO łóżka. Stanął przed nim jakby się nad czymś zastanawiał, a chwilę potem po prostu na nie padł. Podeszłam do niego.
- Ej, spadaj, nie mam zamiaru spać na podłodze!
- Kto ci każe? – jego głos był stłumiony, bo mówił do poduszki.
- No rzeczywiście, nikt. – powiedziałam ironicznie.  Wiedziałam, że i tak nic nie wskóram, więc poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, zastanawiając się co Massa miał na myśli, że nie umiał wejść do pokoju. Pomyślałam, że zapytam go o to (ponownie) kiedy wyjdę. Umyłam zęby i przebrałam się w pidżamę. Miałam nadzieję, że Massa jeszcze nie usnął, lecz wraz z jego głośnym chrapnięciem owe nadzieje zostały rozwiane. Opuszczając łazienkę nie starałam się robić tego cicho, wręcz przeciwnie, liczyłam na to, że przez hałasy Brazylijczyk się obudzi. Nic z tego, a w zamian tylko huknęłam kostką o drzwi, które próbowałam zamknąć nogą.
Felipe leżał tak jak padł po przyjściu do mnie. Widziałam jak regularnie i spokojnie oddychał. Nawet zrobiło mi się go szkoda, wiedząc jak jutro będzie się czuł. Na szczęście zajmował małą część mojego łóżka, jedna noga zwisała mu na podłogę. Zdjęłam mu buty i położyłam się spać, plecami odwrócona do niego.
***
Kiedy się obudziłam było sporo po dziewiątej. Usłyszałam szum wody dochodzący z łazienki. Przez chwilę zastanawiałam się jak to możliwe, lecz chwilę potem przypomniałam sobie, że miałam przybłędę w pokoju. Wstałam i pościelałam łóżko. Na szafce obok leżał zegarek i inne rzeczy Massy, zapewne wyjęte z kieszeni, telefon, pieniądze i karta do pokoju, do którego nie umiał wejść. Nagle komórka zaczęła dzwonić. Podskoczyłam. Dlaczego coś musi mnie od rana straszyć ? Podeszłam do drzwi łazienki i zapukałam.
- Massa, telefon ci dzwoni. – krzyknęłam tak, aby usłyszał mnie mimo szumu. Felipe jednak nie dosłyszał i zakręcił wodę.
- Co mówiłaś? – zapytał trochę głośniej.
 - Ktoś do ciebie dzwoni.
- Dobra, niech dzwoni.  – powiedział i ponownie puścił wodę.
Wywnioskowałam z tego, że jeszcze trochę czasu zajmie mu doprowadzenie się do porządku, więc postanowiłam się ubrać. Zapowiadał się, a jakżeby inaczej, słoneczny dzień, dlatego ubrałam krótkie spodenki i t-shirt, który wpuściłam w spodnie. Spojrzałam na zegarek, była dziesiąta, a Massa nadal beztrosko chlupał się w łazience. Nie chciałam go poganiać, ale też musiałam skorzystać z łazienki. Poza tym planowałam być wcześniej na torze. Dopchać się w późniejszych godzinach na tor było koszmarem.
- Mógłbyś się pośpieszyć? – zapytałam i w tym samym momencie usłyszałam jak wychodzi z kabiny prysznicowej. Hm, trudno było tego nie słyszeć, najwyraźniej się potknął. Jedno wiem na pewno – wyhamował przed drzwiami opierając się o nie ręką.
- Wszystko w porządku?
Coś czuję, że ten wyścig może się dzisiaj różnie potoczyć.
- Tak, tak. – krzyczał Felipe. – Jasne, nic mi nie jest.
- Miejmy nadzieję. – mruknęłam pod nosem.
- Już wychodzę, moment.
Nie zdążył dokończyć zdania, a usłyszałam pukanie do drzwi. Poszłam otworzyć. W drzwiach stał uśmiechnięty od ucha do ucha Mark. Zapewne nie mógł się doczekać wyścigu. Ubrany był w jeansowe krótkie spodenki i koszulkę Red Bulla.
- Hej, pomyślałem, że może potrzebujesz podwózki na tor i moglibyś… - nie dokończył zdania. Widziałam, że patrzy się na coś ponad moją głową. Odwróciłam się i zobaczyłam Massę stojącego tuż przy drzwiach od łazienki. Miał mokre włosy po porannym prysznicu, a na sobie tylko ręcznik. Niepewnie podniósł rękę do góry i uśmiechnął się w geście powitania. Widziałam zdezorientowanie na jego twarzy, nie wiedział co ma zrobić.
- Widzę, że chyba nie potrzebujesz mojej pomocy. – uśmiech zniknął z jego twarzy. – Przepraszam, że przeszkodziłem.
- To może ja pójdę się ubrać. – wtrącił Massa, zebrał ubrania z fotela i ponownie poszedł do łazienki.
Nawet nie zwróciłam na niego uwagi.
- Mark, przestań. O czym ty mówisz?
Nie odpowiedział, spojrzał tylko na mnie kiwając głową. Odwrócił się i skierował się w stronę schodów.
- Chyba nie myślisz, że ja i Felipe… – wiedziałam, że nie ma sensu krzyczeć przez cały korytarz. Mark udał, że mnie nie słyszy. Widziałam tylko jak zbiegał po schodach. W tym momencie Massa wyłonił się z łazienki. Tym razem ubrany. Zamknęłam drzwi i spojrzałam na niego. Ten tylko podrapał się po głowie i z zażenowaną miną powiedział:
- Głupio wyszło, co?
- Nawet bardzo.
- Spokojnie, wszystko mu wyjaśnię jak tylko go zobaczę.
- Nie wiem czy mogę być tak spokojna. Ty w ogóle pamiętasz coś z wczoraj? – wzięłam torbę i zaczęłam pakować w nią potrzebne rzeczy oraz sprzęt. Chciałam być już na torze i chociaż na chwilę zapomnieć o tym, co przed chwilą miało miejsce.
- Jasne! – powiedział uradowany. – Nie wiem tylko jak znalazłem się u ciebie. – westchnęłam.
- Nie umiałeś wejść do pokoju.
- Co? – zapytał zaskoczony i usiadł w fotelu.
- Przynajmniej tak mi powiedziałeś. Nie myśl, że ja ci to wytłumaczę. Kiedy wyszłam z łazienki z zamiarem spytania się ciebie o to, ty już smacznie spałeś. – spojrzałam na niego i również usiadłam na fotelu. Spakowaną torbę odłożyłam na bok. – I chrapałeś. – dodałam.
- Przepraszam, czasem nawet mnie się zdarza. – uśmiechnął się. – Ja też ci teraz tego nie wytłumaczę, mam krótką pamięć.
- Ta, krótką pamięć… to chyba coś innego. – wstałam i popukałam go w czoło.
- Ała, nie musisz tak mocno. – odsunął się szybko i skrzywił.
- Widzę, że główka boli, ładnie zabalowałeś. Ile wypiłeś? – zapytałam z ciekawości.
- Nieważne. – powiedział i również wstał. – Chodźmy już, im wcześniej będziemy tym lepiej.
- Tylko wejdę do łazienki, którą okupowałeś z rana.
Szybko umyłam twarz i zęby. Nałożyłam lekki makijaż i byłam już gotowa.
- No nareszcie. – oznajmił przeciągle Massa. – Ile można czekać?
Zgromiłam go wzrokiem, a on się zaśmiał. Chociaż jemu humor dopisywał. Wyszliśmy z pokoju. Po drodze wstąpiliśmy do bufetu po kawę.
- Nie potrzebujesz nic ze swojego pokoju? – byłam zdziwiona, że nawet do niego nie zajrzał.
- Wolałbym tam teraz nie wchodzić.
- Musiałbyś się tłumaczyć, co?
- Właśnie. Wolę zrobić to później. Takie rzeczy lepiej załatwić po wyścigu. A poza tym, wszystkie potrzebne rzeczy mam tu. – wskazał na swoją kieszeń.
Resztę drogi przebyliśmy w ciszy. Zastanawiałam się co powinnam powiedzieć Markowi. Wszystkie teksty na zaczęcie rozmowy wydawały się takie oklepane. Chciałam to z nim jak najszybciej wyjaśnić. Nie miałam pojęcia czy mi uwierzy, cała ta sytuacja będzie brzmieć jak wymyślona historyjka. Ale co innego mam zrobić, przecież to prawda. Miałam nadzieję, że uda mi się go złapać jeszcze przed startem. Nie chciałam, by miał mnie za… no właśnie, za kogo? Najpierw ta cała sytuacja z Mikołajem, z której pomógł mi się wyplątać, udawał mojego partnera, ale kiedy wszystko już się skończyło, on nadal ze mną był. Nie udawał. A może dla niego to była tylko odskocznia? Nie chciałam tak myśleć. W końcu dotarliśmy na tor. Szliśmy wzdłuż boksów, aż dotarliśmy do Ferrari, gdzie Massa miał się przebrać. Odwrócił się do mnie i przytulił.
- Przepraszam. – powiedział mi do ucha. – i dziękuję.
- Powodzenia. – uśmiechnęłam się kiedy mnie puścił.
- Wszystkie będzie dobrze, zobaczysz. – cały ten czas był poważny, pogładził mnie po ramieniu i uśmiechnął się nieznacznie. Ruszył w głąb boksu.
- Dzięki. – na znak tego, że usłyszał, podniósł kciuk w górę. Chwilę później już go nie widziałam.
Ja też ruszyłam przed siebie. Idąc tuż obok boksów, przeszłam obok Red Bulla. Spojrzałam na stojący tam jeszcze bolid Marka i poszukałam go wzrokiem. Myślałam, że go nie ma gdy chwilę potem zauważyłam go kilka metrów przede mną. Spojrzał na mnie i wszedł do boksu. Przebrany był już w strój wyścigowy. Podszedł do swoich mechaników, którzy powoli wyprowadzali jego bolid i zapytał czy im w czymś pomóc. Wszyscy zgodnie kiwnęli przecząco głowami.
- Idź już na start, my się wszystkim zajmiemy.
Webber wziął kask i pojemnik z napojem, omijał mnie wzrokiem. Ruszył na start.
- Mark, poczekaj. – zawołałam, lecz Australijczyk nic sobie z tego nie robił. – Hej, Mark! – paru z mechaników podniosło głowy.
- Ej, Web, jakaś młoda dama cię woła, może byś się zatrzymał? – krzyknął jeden z nich. Mark posłuchał i odwrócił się na pięcie z udawanym znudzeniem.
- Co? – zapytał unosząc brwi.
- Dobrze wiesz co. – powiedziałam podchodząc do niego szybszym krokiem.
- Nawet jeśli, to chyba nie mamy o czym rozmawiać. – kiedy podeszłam do niego, ruszył wolno.
- Mamy o czym rozmawiać. – oznajmiłam rozdrażniona i szłam obok niego.
- Widziałem prawie gołego Massę u ciebie w pokoju, to chyba wystarczy. – starał się mówić obojętnym tonem.
- Nawet nie dałeś mi nic wytłumaczyć, bo po prostu sobie poszedłeś.
- Blanka, do cholery, co tu jest do tłumaczenia? – podniósł głos i się zatrzymał. – Nie obchodzi mnie jaką historyjkę sobie wymyśliliście, ty albo Massa. Ja rozumiem, zależało ci tylko na przespaniu się z  jakimś kierowcą, tak? Szukałaś sensacji do gazety? Podobno jesteś tylko fotografką, tak mi mówiłaś. A prawda jest zupełnie inna. Poza tym, o czym ty myślałaś, Massa ma żonę, dziecko, a ty co? – mocno gestykulował rękoma. – Jak widać nie masz żadnych skrupułów, a mnie tylko wykorzystałaś żeby  uwolnić się od jakiegoś gnojka. Tylko tego ode mnie chciałaś, więc czego jeszcze ode mnie oczekujesz? – z powrotem ruszył przed siebie. Tym razem szybkim krokiem. Ledwo za nim nadążałam.
- Naprawdę tak myślisz? Naprawdę sądzisz, że o to mi tylko chodziło? – powiedziałam już zdenerwowana. Jego słowa z jednej strony mnie bolały, a z drugiej wzbudzały we mnie złość.
- Tak. – oznajmił. – tak właśnie myślę. Dlaczego wcześniej nie posłuchałem Alonso? – ostatnie słowa powiedział ciszej, do siebie.
- W takim razie nie mamy sobie czego wyjaśniać. Wiesz co, myślałam, że jesteś inny, a ty po prostu zachowujesz się jak skończony dupek. Wolisz wierzyć w coś co powiedział Ci ten twój kolega Alonso, w to co zobaczyłeś u mnie w pokoju, a coś co nic nie znaczy. I nawet nie pozwolisz sobie niczego wytłumaczyć. Skoro tak, proszę bardzo, myśl sobie co chcesz, mnie już to nie interesuje. – krzyknęłam i pobiegłam przed siebie.
Dotarłam do jakiegoś miejsca pod drzewem obok toru, starając się myśleć tylko o pracy, stwierdziłam, że będę mieć parę fajnych ujęć. Byłam spocona i było mi naprawdę gorąco. Napiłam się wody. Cały czas jednak siedziało mi w głowie to co powiedział Mark. Siadłam na trawie. Do rozpoczęcia wyścigu było jeszcze kilkanaście minut. Czy on naprawdę tak myślał? Mimowolnie parę łez spłynęło mi po policzku. Szybko je wytarłam. Koniec, powiedziałam do siebie, nie myśl o tym. Wpadłam z deszczu pod rynnę. Mogłam nic nie zaczynać z Markiem, wtedy nie miałabym żadnego problemu. Usłyszałam dźwięk SMSu w mojej torbie. Wyjęłam telefon i zobaczyłam, że to Massa.
Przed moją żoną chyba nie da się uciec. Wszystko jej wytłumaczyłem i już nie jest zła, trudno nie uwierzyć w to co się stało, skoro zionie ode mnie alkoholem. Przynajmniej tak mi powiedziała. Mam nadzieję, że wszystko wyparuje w trakcie wyścigu, hahah. :P Trzymam kciuki za Ciebie i Marka.
Czytając to uśmiechnęłam się nieznacznie. Chociaż jemu się udało. Odpisałam:
Cieszę się. A kciuków już nie ma za co trzymać.
Nie liczyłam na odpowiedź. Wiedziałam, że Massa pisał wiadomość na szybko przed wyjściem. Schowałam telefon i zajęłam się pracą. Kierowcy rozpoczęli już okrążenie, by rozgrzać opony. Za chwilę rozpocznie się wyścig.
***
To było naprawdę interesujące! W tym sezonie jeszcze nie było tak emocjonującego wyścigu. Jestem bardzo ciekawa czy któryś z nadchodzących wyścigów będzie w stanie go pobić. Czekałam już przy barierkach dla fotoreporterów na kierowców, którzy będą świętować. Pierwszy nadjechał Vettel, który zajął pierwsze miejsce. Stanął na bolidzie i uniósł ręce w górę pokazując swó,j charakterystyczny już, palec wskazujący. Pstryknęłam mu parę zdjęć. Zaraz za nim przyjechał Massa swoim czerwonym Ferrari, zajął trzecie miejsce i był z tego powodu bardzo szczęśliwy. Od razu skierował się do swojej żony i synka czekających na niego wraz z ekipą. Jemu także zrobiłam zdjęcia. Ściskany przez wszystkich nie mógł się uwolnić. Wszyscy starali się mu pogratulować, nawet tylko przez klepnięcie w plecy lub w kask. Widziałam jak na swoje drugie miejsce wjeżdża drugi bolid Red Bulla – Mark Webber. Zajęło mu dużo czasu zanim rozpiął pasy i wygrzebał się z bolidu. Massa nadal ciesząc się jak szalony zauważył mnie i podbiegł. Przytulił mnie tak mocno, że myślałam, że mnie udusi. Poklepałam go po plecach. Naprawdę byłam z niego dumna. Przez chwilę oślepił mnie blask fleszy, kiedy Massa zbliżył się do barierki, gdzie stałam wraz z innymi fotografami i dziennikarzami. Każdy chciał mieć przecież dobre ujęcie! Felipe powiedział coś do mnie, ale nie zrozumiałam go, ponieważ głos był stłumiony przez kask. Poszedł się zważyć, a w tym czasie podszedł do niego Vettel, mężczyźni pogratulowali sobie. Widziałam jak Mark podchodzi do ekipy.  Nie cieszył się tak jak Massa czy Vettel. Kiedy od nich odchodził spojrzał jeszcze na mnie i spuścił wzrok. Odwrócił się i ruszył do budynku, by jak najszybciej zniknąć.
__________________________
jeśli ktoś tu jeszcze w ogóle zagląda.
przepraszam.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz