Kwalifikacje ruszyły pełną parą. Od razu kiedy dotarliśmy
na tor Felipe został poproszony do boksu. Przy okazji na ten czas stałam się
opiekunką jego syna – Felipinho. Massa stwierdził, że teraz nie znajdzie nikogo
innego a jego żona pewnie znowu poszła na jakieś zakupy. Nie poszło mi tak źle
jak na początku myślałam, że będzie. Tym bardziej, że nie miałam zbyt dużej
wprawy w tego typu rzeczach. Synek Massy okazał się naprawdę grzecznym
dzieciakiem co trochę mnie zdziwiło. Jak tylko skończyły się kwalifikacje udaliśmy
się w stronę stajni Ferrari.
- Możesz być dumny ze swojego taty. – powiedziałam
trzymając malucha za rękę.
- Zawse jestem dumny z taty. – odpowiedział sepleniąc, co
wprawiło mnie w jeszcze większy zachwyt. Felipinho przystanął na chwilę obok
barierek próbując zapiąć guzik w swojej koszuli. Ukucnęłam obok niego i mu
pomogłam. Maluch posłał mi przesłodki uśmiech. Nie bardzo lubię dzieci, ale to
chyba wyjątek. A jak to się mówi: wyjątek potwierdza regułę.
Szybko dotarliśmy do boksu, z którego akurat wychodził
Massa. Mały od razu zerwał się do niego, cały czas trzymając mnie za rękę.
- Chyba cie polubił. – po kierowcy było widać, że ma
dobry humor. W końcu czwarte miejsce w kwalifikacjach to niezły czas. –
Poczekaj tutaj jeszcze chwilkę, muszę się przebrać. – nie skończył zdania a już
był w połowie drogi do szatni. Nie czekaliśmy długo. Brazylijczyk wyszedł
ubrany w luźną koszulkę, jeansy i okulary przeciwsłoneczne, które umieścił na
głowie. Nie przeszkadzało mu to, że niedawno padało i nie ma słońca. Jedyna
rzecz, która pozostawała niezmienna to jego zegarek, który zawsze rzucał się w
oczy. Podobno każdy ma jakieś schizy, a jedna ze schiz Felipe to właśnie
kolekcjonowanie zegarków. Trzeba dodać, że nawet za jeden z nich wybudowałabym
sobie wymarzony dom…
Massa wziął syna na ręce.
- Świetny dzieciak. – powiedziałam i poczochrałam włosy
Felipinho.
- Po kimś to ma. – zażartował i dumnie wskazał palcem na
siebie.
- Nie ma to jak skromność. – pokręciłam głową z
uśmiechem.
- To tylko jedna z moich licznych zalet. – poruszył
brwiami. Zaczęłam się śmiać.
- Domyślam się, panie idealny. – ostatnie słowa mocniej
zaakcentowałam. – Gratuluję czwartego miejsca w kwalifikacjach i oby jutro było
jeszcze lepiej. A teraz się zmywam. – powiedziałam i wyciągnęłam rękę do
Felipinho, a ten zamiast ją uścisnąć, mocno mnie przytulił. Tego dzieciaka nie da
się nie lubić. Szkoda było mi go zostawiać. Miałam już odchodzić gdy
usłyszałam:
- A ja to co? – zapytał z oburzeniem Massa. Już wyciągał
do mnie wolną rękę.
- A zasłużyłeś? – odpowiedziałam zaczepnie pytaniem na
pytanie.
- Oczywiście! – niemal krzyknął. – Chociaż za czwarte
miejsce mi się należy. – zrobił smutną minkę. Z trudem powstrzymałam śmiech.
- Niech ci będzie. – powiedziałam z udawaną rezygnacją w
głosie i zaśmiałam się. Szybko go uścisnęłam i ruszyłam w stronę wyjścia z toru.
– Na razie. – rzuciłam na odchodne machając. Uroczy widok, pomyślałam z uśmiechem patrząc jak mi odmachują.
Niestety uśmiech szybko zniknął z mojej twarzy kiedy
usłyszałam wołającego mnie Mikołaja. Udałam, że go nie słyszę, ale ten nie
dawał za wygraną. Przyśpieszyłam kroku i weszłam do najbliższego boksu, który jak mi się wydawało, mógł mnie
teraz uratować.
Red Bull...
Gorzej nie mogłam trafić.
Na szczęście było pusto i liczyłam, że tak pozostanie.
Schowałam się za ściankę od razu przy wejściu. Miałam złudną nadzieję, że nie
widział gdzie wchodziłam. To nie tak, że go unikałam, czy coś. Po prostu nie
chcę się mu tłumaczyć ze wszystkiego,
odpowiadać na głupie pytania i znosić te jego „śmieszne” teksty, które na pewno
będzie posyłał. Już się tego trochę w życiu nasłuchałam. I nie były to tylko
miłe rzeczy. Czasem słowa powiedziane w żartach trafiają głębiej i ranią
mocniej, ale on chyba o tym nie wiedział. Niejeden raz zastanawiałam się w nocy
nad tym wszystkim, nad tym co mówił, że to może być prawda. On chciał żebym tak
myślała, żebym miała wyrzuty sumienia. Nie tym razem.
Nie czekałam długo kiedy zobaczyłam wchodzącego tylnym
wejściem Webbera.
Świetnie.
-Blanka, a co Ty tu… - nie dokończył zdania, bo zatkałam
mu usta ręką. Gwałtownym ruchem pociągnęłam go do siebie. Chyba trochę zbyt
gwałtownym, bo uderzył tyłem głowy w ścianę.
UPS!
- Cicho bądź. – powiedziałam szeptem. – I sorry. Nie
chciałam.
- To bolało. – odpowiedział niewyraźnie śliniąc przy tym moją rękę. Oderwałam ją szybko od
jego ust i wytarłam o rękaw kierowcy. Webber pomasował tył głowy. – Co tam jest
takiego strasznego? Alonso znowu robi rozróbę?
- Jeśli to byłby Alonso to bym się nawet cieszyła.
Mikołaj tam na mnie czyha. – kiwnęłam zamaszyście głową w bok dając znak, że
stoi przed wyjścio-wejściem. Słychać było tylko huk. Tym razem to ja uderzyłam
się w głowę. Chyba za karę,
pomyślałam. Syknęłam z bólu i złapałam się za bolące miejsce. Mark zaczął się
śmiać. – Zamknij się. – spojrzałam na niego ostro i lekko uderzyłam go w ramię.
- Dobra, dobra. Się robi, szefowo. – powiedział z powagą
i znowu wybuchnął śmiechem.
- Lepiej idź zobacz czy dalej tam wyczekuje. – rzuciłam
szybko i wypchnęłam go z boksu. Webber
stanął sztywno i z głupim uśmiechem pomachał Polakowi.
- Boże, co za idiota. – mruknęłam pod nosem i uderzyłam
się otwartą ręką w czoło. Mark spojrzał na mnie znacząco i z powrotem z
uśmiechem zwrócił się w stronę miejsca gdzie stał Mikołaj.
- Szukasz Blanki, prawda? – usłyszałam. Nie zorientowałam się o co chodzi, a już
stałam obok Webbera. – Oto i ona, we własnej osobie. – wskazał na mnie obiema
rękoma.
- Świnia. – powiedziałam szeptem i dałam mu kuksańca w
bok. Australijczyk tylko się uśmiechnął na znak, że jest z siebie zadowolony.
Mikołaja dzieliła od nas barierka. W tym momencie pierwszy
raz w życiu dziękowałam, że istnieje takie
coś. Chociaż nie, na meczach siatkówki dziękowałam co każdy mecz.
- Już nawet masz dzieciaka. – rzucił po angielsku.
- Jeśli to miał być żart to nie śmieszny. – powiedziałam
obrażona i skrzyżowałam ręce na piersi.
- Też nie wiedziałem, że mamy dziecko. – usłyszałam
rozbawiony głos Marka.
- Lepiej dowiedzieć się późno niż wcale. – bąknęłam i
odwróciłam się na pięcie. Nie zdążyłam zrobić kroku, gdy Webber złapał mnie za
rękę i przyciągnął bliżej siebie.
- A ty gdzie się wybierasz? – spytał, cały czas z takim
samym uśmiechem na twarzy. Najwyraźniej go to bawiło.
- Jak najdalej od was. – powiedziałam próbując ucieczki
tyłem. Nic z tego. Mark cały czas trzymał mnie mocno za rękę.
- I nawet się nie pożegnasz? – spojrzałam kątem oka na
Mikołaja, który najwyraźniej też nie wiedział o co chodzi. Przyglądał się z
zaciekawieniem tej scenie i chyba nie bardzo mu się to podobało.
- Pa. – powiedziałam szybko. – Pasuje?
- Nie, nie pasuje. – odpowiedział i przybliżył się
jeszcze bardziej, tak że czułam zapach jego perfum. Mark obrócił głowę i wskazał
palcem na policzek, a ja przewróciłam oczami. Uśmiechnął się jeszcze szerzej.
Kiedy byłam już o milimetry od niego szybko odwrócił głowę przez co cmoknęłam
go w usta. Chciałam cofnąć głowę do tyłu, ale poczułam opór. Nawet nie wiedziałam
kiedy położył na niej swoją dłoń. Pochylił się i patrząc mi w oczy przesunął
kciukiem po moim policzku. Przysięgam, że ta chwila trwała wieczność. Zamknęłam oczy i poczułam jak jego usta
dotykają moich. Były chłodne, ale słodkie. Nagle jakby nic się nie liczyło.
Staliśmy tak chwilę a kiedy uświadomiłam sobie, że obok stoi Mikołaj, odsunęłam
się od niego. Cały czar prysł. Chciałam stać tam nie zważając na nic, ale nie
mogłam. Cholera, pomyślałam, w co ja się pakuję? Czy to była tylko
gra ze strony Webbera? W końcu poprosiłam go o to. Jeśli tak, to nawet mi się
to podobało. W tej chwili nie liczyłam się z konsekwencjami, z tym, że może
właśnie w tej chwili pakuje się w największe bagno w moim życiu.
- Teraz pasuje. – powiedział.
Uśmiechnęłam się lekko. Czułam, że moje policzki płoną.
Nagle usłyszałam jak coś się przewraca. Szybko
odskoczyłam od Marka i spojrzałam na źródło hałasu. Mikołaj próbował dostać się
do nas, ale nie szło mu to najzręczniej. Nim zdążył przejść, jeden z ochroniarzy
załatwił sprawę. Wiedziałam, że był wściekły. Wiedziałam, że chciał przyłożyć
Webberowi. Kiedy ochroniarz próbował go uspokoić ten jak zawsze robił dramat.
Byłam zadowolona, że kolejny raz skutecznie udało mi się utrzeć mu nosa.
Właściwie to nie mnie.
- Jeszcze pożałujesz. – krzyknął do Australijczyka grożąc
mu palcem.
Nie chciałam słyszeć dalszej awantury. Wyciągnęłam słuchawki z kieszeni i udałam się w poszukiwanie „mojego” roweru
nie oglądając się za siebie.
________________
Mam nadzieję, że jakoś to wyszło. :D
Dziękuję Wam za wszystkie komentarze, chociaż wiem, że jednak to ktoś czyta.
Szkoła się zaczęła... to chyba tyle na ten temat. Nie będę go rozwijać. Napiszę tylko tyle, że nie wiem czy będę miała dużo czasu na pisanie, ale będę się starać. ;-)

COOOOOOOOOO!!!!!!!!?????????
OdpowiedzUsuńKIEROWCA F1 POLUBIŁ TWÓJ TWEET!!!!!1 TY SIĘ NIE CHWALISZ, ANI NIC
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
A ja się jarałam, jak Sauber mnie zretweetował :') Ale ci fajnie! Tyle fejmu! Tyle formuły! jeszcze chwila i wyśle ci bilety na wyścig. :D
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!11
MARK WEBBER, UWIELBIAM GO. Hehehehe, chcę więcej :3 Mikołaj to jakiś psychiczny jest. Niech się nie wtrąca, ja tu czuję miłość. AUSSIE <3 Blanka to szczęściara. JA CHCĘ WIĘCEJ!!
Jezu, jak ja nienawidzę tej całej nauki, za dużo tego... Doba jest dla mnie zdecydowanie za krótka. Ale koniec użalania się - Webber to jednak świnia :P Zresztą przypomina mi moich znajomych, z pewnością postąpiliby tak samo... #faceci
OdpowiedzUsuńGratuluję like'a od Bottasa :D
Rusofil trochę spóźniony, ale jestem! Jejku, nawet nie wiesz jak ja czekałam na ten pocałunek Blanki z Webberem! Normalnie miałam ciary :3 Massa i jego synek przesłodcy, jak normalnie (podobnie jak Blanka) nie przepadam za dziećmi, tak Felipinho już podbił moje serce :D Mam nadzieję, że mimo szkoły uda Ci się w najbliższym czasie napisać następny rozdział... Czekam i całuję! :* ♥
OdpowiedzUsuńświetny rozdział :-) tak długo szukałam jakiegoś opowiadania z Webberem i wreszcie znalazłam ! :-))
OdpowiedzUsuń