Owym nieznajomym i potrzebującym okazał się Heikki Kovalainen. Też leciał do Polski, tyle że na
swoje pole golfowe. Fin okazał się bardzo sympatycznym i przede wszystkim
gadatliwym człowiekiem. W samolocie zamienił się miejscem z jakimś facetem żeby
siedzieć obok mnie i nawijać o czym tylko się da. Większość lotu spędziłam na
słuchaniu jego wywodów. Dowiedziałam się wszystkiego, co tylko można o golfie i
z ręka na sercu mogę powiedzieć, że gdyby przyszło mi wytłumaczyć komuś choćby
jak trzymać kij i uderzyć piłeczkę, to nie miałabym z tym najmniejszego
problemu. Kiedy stwierdziłam, że nie ma nudniejszego sportu (czy to w ogóle
można nazwać sportem?) niż golf Heikki od razu się oburzył i wyłożył mi kolejny
wykład, który z resztą nie bardzo mnie przekonał. Nadal twierdzę, że golf jest
nudny (bo jest).
Kiedy dotarłam do domu od razu zadzwoniłam do rodziny z
pytaniem, czy wszystko u nich w porządku. Miałam zamiar ich odwiedzić w
niedługim czasie. Zobaczyć jak się sprawy mają, tym bardziej, że przez telefon
można powiedzieć rzeczy zupełnie niezgodne z prawdą.
Pomimo tego, że lot był bardzo długi nie czułam się
zmęczona. Dużą część czasu spałam albo po prostu słuchałam, co było dla mnie
komfortową sytuacją. Wolę słuchać niż mówić.
Był już prawie wieczór, za oknem dość ciemno, a ja
krzątałam się po kuchni. Próbowałam upichcić coś normalnego, co w moim
przypadku graniczyło z cudem. Umiem przyrządzać najprostsze rzeczy i to czasem
nawet z wielką trudnością. Właśnie dlatego jestem w stanie jeść jedną „potrawę”
przez cały tydzień i tak by mi się nie nudzi. Fajny bajer, nie? Bardzo pomocne,
szczególnie jak jest się zbyt leniwym i zbyt mało ambitnym, żeby ugotować coś,
w moim przypadku, wyrafinowanego. A może
to jednak wrodzony brak talentu? Wmawiam sobie, że nie.
Włączyłam radio by nie siedzieć znów w ciszy. Szłam w
kierunku lodówki, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Zdziwiłam się, kto może mnie
odwiedzać o tej porze, tym bardziej, że całkiem niedawno wróciłam do domu.
Otworzyłam drzwi i zobaczyłam przed sobą Mikołaja. To się robi nudne. Nie powiedziałam nic
tylko szybkim ruchem spróbowałam zamknąć drzwi. Przytrzymał je ręką.
- Czy nie wyraziłam się jasno ostatnim razem? – powiedziałam
zdenerwowana, a ten lekko przechylił głowę. Matko,
o co mu chodziło? Za chwilę jednak jego wyraz twarzy diametralnie się
zmienił. Na jego twarzy zagościł uśmiech.
- Ach, ty myślisz, że jestem Mikołajem? – zaśmiał się i
wskazał palcem na siebie. Nie odpowiedziałam. Chyba zauważył moje zmieszanie. –
Jestem jego bratem. Bliźniakiem.
- Tak, a ja wróżką z różdżką, różową sukienką i białymi
rajstopkami. – powiedziałam ironicznie. – Daj spokój. – dodałam i ponownie spróbowałam
zamknąć drzwi, jednak i tym razem bez powodzenia.
- A czy u Mikołaja widziałaś coś takiego? – wyciągnął lewą
rękę, a prawą podwinął koszulę do łokcia. Moim oczom ukazała się głęboka
blizna, która ciągnęła się przez prawie całe przedramię. Mimowolnie się
skrzywiłam. Nie wiedziałam co powiedzieć.
- Igor. – szybko podał mi rękę widząc moje zmieszanie.
- Blanka. – uścisnęłam ją. – Co cię do mnie sprowadza? –
odezwałam się niepewnie.
- Prośba. – powiedział szczerze. Gestem zaprosiłam go do
środka. Zdjął kurtkę, buty i poszedł za mną do kuchni.
- Napijesz się czegoś? – zapytałam z grzeczności.
- Nie, dzięki. – uśmiechnął się. Usiadłam naprzeciwko
niego. – Dużo mi o tobie opowiadał. – zaczął. – Mówił, że jest prawdziwym
szczęściarzem. Opisywał cię w samych superlatywach. I chyba się nie mylił.
- Szkoda, że tego samego nie mogę powiedzieć o nim. –
bąknęłam.
- Chyba nie jest między wami za dobrze.
- Między nami nic nie jest. – uśmiechnęłam się i
mimowolnie spojrzałam na rękę, na której znajdowałam się blizna. Spojrzał na
mnie i zaśmiał się cicho. Szybko odwróciłam wzrok speszona. – Ale domyślałam się, że nie o tym
przyszedłeś rozmawiać. O co chodzi?
- Podobno każdemu warto dać drugą szansę. – powiedział
niby nawiązując do poprzedniego wątku. – A ja właśnie mu ją dałem. Nie wiem czy
postąpiłem słusznie, czy nie, ale to w końcu mój brat. – tym razem on spojrzał
na swoją rękę. Powoli podwinął rękaw i zaczął wodzić palcem po bliźnie. – To
przez niego. – uśmiechnął się smutno. – Skończyło się na bliźnie i lekkim
niedowładzie ręki. Mogło być o wiele
gorzej, groziła mi amputacja. Dziecko szczęścia ze mnie, nie? Mikołaj nie
bardzo interesował się, co się ze mną działo. Bolało mnie to, że w ogóle nie
czuł się winny. Czasem to niewiarygodne jaki wpływ na nas mają inni ludzie.
Dostrzegają to wszyscy, tylko nie my sami.
- Przykro mi. – powiedziałam szczerze. – Mikołaj
zachowuje się jak dzieciak. Chyba nie potrafi wyrosnąć na porządnego człowieka.
– pokiwał głową.
- Masz rację. Ale teraz wpakował się w niezłe bagno.
- A kiedy się w nie nie wpakował? – zapytałam i
westchnęłam.
- Kiedy był z tobą. – odpowiedział i ciągnął dalej. –
Mikołaj jest zbyt pewny siebie, zbyt ambitny i bardzo przejmuje się opinią
innych. Właśnie dlatego pewnego pięknego dnia to wszystko go przerosło. Myślał,
że wszyscy są przeciwko niemu, a mnie traktują jak kogoś wielkiego. Zresztą to
dłuższa historia.
- Jeśli chcesz o tym mówić , chętnie posłucham. –
powiedziałam i w skupieniu popatrzyłam na niego.
- No dobrze. – odezwał się wreszcie. – Wątpię, że Mikołaj
wspominał ci o tym kiedykolwiek. Jak usłyszałaś już wcześniej, nie miał się
czym chwalić. Kiedy byliśmy mali mieliśmy jedno, wspólne marzenie. Ścigać się z
najlepszymi. Zaczynaliśmy jak każdy i powoli pięliśmy się ku górze aż w końcu
dotarliśmy do Formuły 3. Jednak nie na długo. Właśnie wtedy zdarzyło się to. –
kiwnął głową w stronę ręki. – Zacząłem wygrywać wyścig za wyścigiem, a
Mikołajowi wtedy nie szło najlepiej. Różne osobistości kręciły się wokół mnie,
różni sponsorzy i różne oferty. Mówiono, że jestem jednym z najbardziej
utalentowanych kierowców jakich kiedykolwiek mieli. Mikołajowi bardzo to
przeszkadzało. Uważał, że jest ignorowany, gorszy, bo akurat nie miał takiej
formy jak ja. Zaproponowano mi testy w Formule 1. Byłem bardzo szczęśliwy.
Nawet nie wyobrażasz sobie jak bardzo. – spuścił wzrok na swoje ręce. – Wtedy
Mikołaj wpadł na jakże genialny pomysł przerwania mojej kariery. Nie wiem czy
myślał, że to będzie tylko na chwilę, na moment. Wyszło inaczej. – powiedział już
ciszej. Po raz kolejny od momentu kiedy przyszedł nie wiedziałam co powiedzieć.
Nie spodziewałam się, że to wszystko tak mogło wyglądać.
- Rzeczywiście, Mikołaj nigdy nie wspominał o tym, że
jeździł.
- Od tamtej pory nienawidzi sportów motorowych. Wyrzucili
go od razu po tym jak dowiedzieli się, co zrobił. I od tamtej pory nienawidzi
mnie. Brat, który niszczy marzenia, to co to za brat? – skrzywił się.
- Brat, który walczy o swoje marzenia. Każdy ma do tego
prawo. – powiedziałam lekko zdziwiona ostatnim zdaniem Igora. – Dlaczego chcesz
mu pomóc? Po tym wszystkim…
- Po tym wszystkim nadal jest dla mnie rodziną. – przerwał
mi. – I chyba dlatego jeszcze żyje. – spojrzał na mnie.
- W takim razie, jak mogę pomóc? – spytałam.
- Potrzebujemy pieniędzy. W zasadzie to on potrzebuje. –
nie dał mi nic powiedzieć i szybko ciągnął dalej. – Wiem, że to niezbyt
kulturalne z mojej strony, ale nie mam innego wyjścia. Mikołaj ma długi. Bardzo
duże, które ciągle rosną. Chyba wiesz jak to jest jeśli chodzi o narkotyki. –
otworzyłam usta zdziwiona i chciałam coś powiedzieć, jednak po chwili je
zamknęłam. Nie mieściło mi się to w głowie.
- Dlaczego tego nie zauważyłam? – powiedziałam sama do
siebie i przeczesałam palcami włosy.
- Może dlatego, że sprytnie to ukrywał. Chciał poradzić
sobie sam, ale nie dawał rady. Znajomy kolega powiedział mi, ze widział go jak
głośnio sprzeczał się i szarpał z jakimś gościem. Nie trudno było usłyszeć o co
chodzi.
- Ile? – zapytałam szybko niemal mu przerywając.
- Trzydzieści tysięcy. – wstałam i zaczęłam chodzić
nerwowo w tą i z powrotem. – Nie chcę od ciebie całej kwoty, broń Boże. –
dodał.
- Postaram się coś załatwić. – powiedział nerwowo. –
Dzięki, że przyszedłeś i mi wszystko powiedziałeś. – Igor wstał i ruszył w
kierunku korytarza, aby się ubrać.
Wyszłam na chwilę do innego pokoju, a kiedy wróciłam Igor
był gotowy do wyjścia.
- Informuj mnie na bieżąco. Dzwoń nawet z drobnostkami. –
podałam mu karteczkę z zapisanym numerem telefonu. – Jeszcze raz dziękuję.
- Nie ma za co. Mam nadzieję, że następne informacje
przekazane przeze mnie będą bardziej optymistyczne. – schował papierek do
kieszeni kurtki. – Do miłego.
- Mam nadzieję. – powiedziałam i zamknęłam za nim drzwi.
***
Leżałam w łóżku i starałam się zasnąć. Szykowała się
kolejna nieprzespana noc. Cały czas zastanawiałam się, dlaczego Mikołaj nic mi
nie powiedział o swoich problemach, o swojej przeszłości. Przez tyle czasu
żyłam z człowiekiem, który mnie okłamywał. Przecież wiedział, że może na mnie
liczyć, że mu pomogę. Co takiego go przed tym powstrzymywało? To pytanie
powtarzałam w głowie kilka razy, lecz na nic się to nie zdało. Gdybym tylko
wiedziała… Co prawda, nie zapomniałam o tym co miało miejsce w Australii, ale w
pewnym sensie czułam się za niego odpowiedzialna. Czułam, że muszę mu pomóc,
choćby ze względu na swoją godność. Mam się tak po prostu odwrócić i odejść?
Przekręciłam się na lewy bok i spojrzałam na zegarek.
Zbliżała się północ. Na jutro zaplanowałam sobie wizytę u Vivione i rodziny.
Muszą zobaczyć, że jakoś przeżyłam lot. W sumie myślałam, że to wszystko będzie
wyglądać gorzej, straszniej. Nie taki diabeł zły, jak go malują. Pomimo
wszystkich wydarzeń nie mogłam doczekać się następnego wyścigu i momentu kiedy
wezmę aparat do ręki, kiedy usłyszę dźwięk silnika, który wywołuje przyjemne
dreszcze na moich plecach.
Nagle zadzwonił telefon. Dzwonek telefonu wydawał się
okrutnie głośny przez ciszę jaka panowała wokół mnie. Szybko odszukałam telefon
ręką i odebrałam zaspanym głosem.
- Mam nadzieję, że wybaczysz mi, że dzwonię o tej porze. –
usłyszałam głos mojej szefowej w słuchawce.
- I tak nie mogłam zasnąć. – powiedziałam zgodnie z
prawdą, choć mój głos na to nie wskazywał. Siadłam na łóżku.
- Sprawy się trochę pokomplikowały. – oznajmiła. Lekko
przestraszona spytałam:
- To znaczy?
- To znaczy, że oprócz robienia dla nas zdjęć będziesz
musiała przejąć dodatkową funkcję na nieokreślony czas. – powiedziała bez
żadnych ceregieli.
- Jak to? – wydukałam.
- Dziewczyna, która zajmowała się przeprowadzaniem
wywiadów i spisywaniem newsów jest chwilowo, ujmijmy to, niedostępna. – w tej
chwili ucieszyłam się, że moja szefowa nie może zobaczyć mojego wyrazu twarzy
przez telefon. Chyba padła by ze śmiechu. Kobieta jakby nie zauważyła ciszy w
słuchawce i odezwała się ponownie. – Na każdym wyścigu przeprowadzisz
przynajmniej jeden wywiad z kierowcą, którego ci wyznaczymy. A! – przypomniała
sobie. – Mam nadzieję, że się jeszcze nie rozpakowałaś. Jutro masz samolot do
Malezji. Będziesz miała czas na oswojenie się z nową sytuacją. Na miejscu
będzie czekała Lili, która powie ci jak wszystko ma wyglądać i czego od ciebie
oczekujemy.
- Muszę? – jąknęłam.
- Nie ma innego wyjścia, kochanieńka. – Jesteś naszą
ostatnią deską ratunku. Liczymy na ciebie. Poza tym, słyszałam, że złapałaś
dobry kontakt z kierowcami. Myślę, że to ułatwi ci zadanie.
- O której mam samolot? – zapytałam zrezygnowana.
- Dwunasta czterdzieści. Ktoś po ciebie przyjedzie, więc
na pewno się nie spóźnisz. – usłyszałam zadowolony głos. – Chcesz wiedzieć z
kim przeprowadzisz swój pierwsze wywiad?
- Mam się bać? – powiedziałam niby dla żartów, choć
naprawdę mnie to przerażało.
- Nie ma czego. – zaśmiała się. – To sympatyczny chłopaczek.
– Czyżby ktoś z młodszych? Oby. Cisza
w słuchawce zdawała się trwać całą wieczność , gdy nagle usłyszałam nazwisko,
które wprawiło mnie w osłupienie. W słuchawce usłyszałam tylko chichoczącą
szefową życzącą mi powodzenia,. Najwyraźniej nie zdawała sobie sprawy z
sytuacji w jakiej mnie postawiła.
- Fernando Alonso. – powiedziałam na głos i rzuciłam się
z powrotem na swoje łóżko.
____________________________
Czołem! Nareszcie coś napisałam. Długo się do tego zbierałam, choć pomysł miałam w głowie. Na szczęście się udało. Przepraszam, że musieliście tak długo czekać. Mam nadzieję, że kolejny rozdział pojawi się prędzej. ;-) Chciałam podziękować mojej siostrze, która troszkę mi w tym pomogła.
Zbliżają się święta, więc wszystkiego najlepszego z tej okazji.Oczywiście szczęśliwego Nowego Roku i lepszego niż ten. :-)
No a w polskim sporcie się dużo dzieje. Nie będę tutaj o wszystkim pisać, bo pewnie się w miarę orientujecie. :D Dodam tylko, że niektóre pomysły FIA doprowadzają do szału, sami wiecie...
Bottas 77; Massa 19. Fajnie, fajnie. Oby numerki okazały się szczęśliwe.
A! I mój nowy rysunek Marka. (W sumie to nie przypomina on Marka, przez te usta, no ale teoretycznie nim jest xD)
Enjoy!
PS. Przepraszam za wszystkie błędy! :-)

Haaaaaaaaa, Alonso, jaka beka :D wyobrażam sobie jej minę. Chociaż ja bym nie rozpaczała, kierowca to kierowca :3 No, ale nie jestem w sytuacji Blanki (a szkoda), więc może na niej sam fakt, że ktoś jeździ w F1 nie robi już wrażenia.
OdpowiedzUsuńMikołaj jest masakryczny. Zawraca dupę, męczy wszystkich swoją osobą... ogarnąłby się, wyjechałby gdzieś, zniknął ludziom z oczu. Wszyscy chyba byliby szczęśliwsi.
CHCĘ WIĘCEJ MARKA WEBBERA. DAJ MI MARKA. CHCĘ MARKA.
I standardowo, czekam na następny rozdział :)
"CHCĘ WIĘCEJ MARKA WEBBERA. DAJ MI MARKA. CHCĘ MARKA" dołączam się do prośby. Jak zapyta mnie znowu o pomoc to zdecydowanie podpowiem jej coś o Marku! :D
OdpowiedzUsuńDługi komentarz jak to zdanie siostra. A do tego już ci mówiłam co o tym sądzę ;-)
O Boże... Fernando? Ten Fernando?! Już nie mogę się doczekać! Tak, tak... trafiła sie fanka Alonso :p
OdpowiedzUsuńCzęść świetna, jak zwykle zresztą. W całym tekście znalazłam jeden malutki błąd, chociaż na to nie patrze.
Wesołych Świąt i szczęśliwego Nowego Roku!
PS. Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział
Podoba mi się twoje opowiadanie. Jedno z lepszych jakie czytałam. Jak będę mieć więcej czasu to przeczytam wszystkie rozdziały. Ładnie rysujesz. Nie przejmuj się że Webber do siebie nie podobny. Masz przynajmniej więcej talentu niż ja...
OdpowiedzUsuńhttp://wez-olowek-i-narysuj-formule-1.blogspot.com/