sobota, 3 sierpnia 2013

Rozdział II: Chcę spełniać swoje marzenia...



Kiedy przyjechałam do domu było już grubo po 22. Na szukaniu kluczy do domu spędziłam ponad pięć minut. Jak to się mówi – skleroza nie boli. Gdy tylko dostałam się do środka torbę rzuciłam w kąt i czym prędzej poszłam wziąć prysznic. Wchodząc do łóżka sprawdziłam godzinę na telefonie. Pięknie, pomyślałam. Zauważyła jedną nieodebraną wiadomość. Natychmiast ją otworzyłam. Treść była krótka, ale wywołała na mojej twarzy uśmiech: „Dobranoc, śpij dobrze. :-*”. Nadawcą SMS’a był nie kto inny jak mój chłopak – Mikołaj. Nie jesteśmy ze sobą długo. Zaczęło się od imprezy zorganizowanej przez Vivione. Kilka spotkań i tak to się stało. Nadal mam małe wątpliwości i nie jestem pewna czy ten związek ma szanse przetrwać dłużej, w szczególności ze względu na pewne sprawy. Może z czasem wszystko się unormuje. Poczekamy, zobaczymy.
Odłożyłam telefon na szafkę, nakryłam się kołdrą i bardzo szybko zasnęłam.
*
Oczywiście dzięki mojej postępującej sklerozie wstałam dopiero po dziesiątej, bo nie ustawiłam sobie budzika. Chyba byłam zbyt zmęczona. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień. Dobrze, że była sobota inaczej nie miałabym miłego dnia.
Umyłam się i założyłam luźne ubrania, tak aby było mi wygodnie. Dzisiaj będę musiała się spakować, bo już jutro wylatuję na pierwszy wyścig w moim życiu, jak i w mojej karierze. Tak, moja redakcja nie śpieszyła się zbytnio z przyznaniem akredytacji. Byłam w szoku kiedy dowiedziałam się, że to ja ją dostaję. Zawsze marzyłam o obejrzeniu wyścigu na żywo, ale nigdy nie przypuszczałabym, że będę miała możliwość być znacznie bliżej.
Niestety przed wyjazdem muszę oznajmić Mikołajowi, że przez spory kawał czasu nie będę za często odwiedzać domu. Nie jestem pewna jak on na to zareaguje, ale mogę się domyślać, że nie będzie zadowolony. Nie mam wyjścia. Bez względu na wszystko muszę jeździć na wyścigi – nie tylko dla własnych przyjemności, ale również dla pieniędzy. To moja praca. Muszę zarobić na życie.
Zjadłam szybko śniadanie i chciałam zabrać się za pakowanie, jednak moja walizka nie chciała ze mną współpracować. Minęło sporo czasu zanim w ogóle ją zlokalizowałam. Nie wyjeżdżałam często, więc walizka nie była najpotrzebniejszą rzeczą. Teraz miało się to zmienić. Zostanie ona moim najlepszym przyjacielem.
Zaczęłam pakować najpotrzebniejsze ubrania. Większość na ciepłe dni, ale też parę swetrów i bluz. Byłam w połowie wykonywanej czynności, gdy usłyszałam dzwonek do drzwi. Pośpiesznie doszłam do nich i otworzyłam je.
- No hej – przywitał się Mikołaj i pocałował mnie w policzek
- Cześć – odpowiedziałam – wchodź. – gestem zaprosiłam go do środka.
Zdjął kurtkę i poszedł w głąb korytarza.
- Napijesz się czegoś? – zaproponowałam.
- Nie, dzięki. I tak wpadłem tylko na chwilę.
Dołączyłam do niego kiedy zapytał:
- Wyjeżdżasz gdzieś? Czemu ja nic o tym nie wiem? – wskazał palcem na walizkę i uniósł brwi do góry.
- Miałam ci to powiedzieć – wzięłam go za rękę i poprowadziłam na kanapę. – Pamiętasz jak mówiłam ci, że jest szansa, że dostanę akredytacją na wyścigi F1? – zaczęłam.
- Tak, pamiętam. – odpowiedział a zdziwienie nie opuszczało jego twarzy.
- To właśnie ją dostałam. – uśmiechnęłam się.
- Dlaczego nie powiedziałaś mi tego od razu? – zapytał z lekkim oburzeniem.
- O tym, że dostałam akredytację sama dowiedziałam się dopiero wczoraj.
- I co? Masz zamiar sobie tak po prostu jeździć sobie po wyścigach i już?
- Mikołaj, przecież wiesz, że to moja praca! – powiedziałam głośniej – Myślisz, że cały czas będę robić zdjęcia tutaj? Chcę się rozwijać.
- Tutaj też masz takie szanse! – wstał i zaczął chodzić po pokoju. Widziałam jaki jest zdenerwowany. Chodził tak energicznie jakby dywan był sprawcą całego zamieszania.
- Tak? A masz tu może gdzieś tor profesjonalny wyścigowy?!
- Może nie tor, ale kilka innych rozwiązań.
- Chcę spełniać swoje marzenia, a wiesz dobrze, że nie mam za dużo czasu. Mam szansę żeby to zrobić.– chciałam wziąć go za rękę, ale cofnął ją jak poparzony. – Nie rozumiesz tego?
- Nie chcę żebyś jechała – powiedział już spokojniej.
- Czasami zachowujesz się jak dziecko – powiedziałam bardziej rozbawiona niż zdenerwowana. – Już jest za późno. Jutro wylatuję na pierwszy wyścig. – oznajmiłam.
- Już jutro? Pięknie! – machnął rękoma – Masz mi jeszcze coś do powiedzenia?
Ruszył szybko w kierunku drzwi nie dając mi szansy na odpowiedź. Usłyszałam tylko trzaśnięcie drzwi i ryk odjeżdżającego samochodu. Zostałam sama w pokoju, o dziwno bez wyrzutów sumienia.

1 komentarz:

  1. Ależ z tego Mikusia buc, chce ograniczać Blankę? Niech dziewczyna korzysta z akredytacji i może wykonując swoją pracę spotka kogoś hmm... lepszego? :3 Nie oglądam F1, ale Twoje opowiadanie chyba mnie do tego skłoni :) Czekam na następne! :*

    OdpowiedzUsuń