poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Rozdział III: Nie popisaliśmy się, panie Vettel.



Dotarłam.
Po niezmiernie męczącym locie do Australii Melbourne przywitało mnie słoneczną pogodą. Ku mojemu zaskoczeniu moja redakcja postanowiła zakwaterować mnie w tym samym hotelu,  w którym przebywali kierowcy. Postarali się. Jednak cuda się zdarzają.
Siedziałam w pokoju z butelką wody. Za parę godzin zaczynał się trening, więc powoli wstałam aby doprowadzić się do stanu używalności.  Przebrałam się w krótkie spodenki i białą bluzkę na grubych ramiączkach. Włosy zebrałam w kucyk. Nie lubiłam tak chodzić, ale pogoda nie pozostawiała mi wyboru. Wzięłam mały plecak, gdzie włożyłam mój sprzęt zarówno do fotografowania jak i rysowana, a także niezbędny dla mnie, telefon komórkowy. Akredytację schowałam do luźnych kieszeni moich spodenek. W rękę postanowiłam wziąć blok rysunkowy wypchany moimi pracami i zdjęciami. Miałam nadzieję znaleźć chwilę czasu i coś narysować. Zawsze mnie to odprężało. Teraz tym bardziej mi się to przyda – nowe miejsce, nowi ludzie, całkowicie inny świat.
Wyszłam z hotelu. Przywitał mnie gorąc i ukrop.
Gdybym wiedziała, że tor znajduje się jakieś 5 kilometrów od hotelu w życiu nie poszłabym tam pieszo. Byłam w połowie drogi od hotelu kiedy ktoś przechodzący obok uderzył mnie barkiem. Oczywiście blok rysunkowy upadł mi na chodnik przez co wszystkie kartki wylądowały na ziemi.
- Dupek – powiedziałam pod nosem po polsku.
W tej samej chwili sprawca odezwał się łaskawym „sorry” nawet nie odwracając głowy.  Podniosłam wzrok  i nieco się zdziwiłam widząc „napastnika”.
Sebastian Vettel.
Trzykrotny mistrz świata.
No, no, pomyślałam. Nie popisaliśmy się, panie Vettel.
Ukucnęłam w celu zebrania swoich rzeczy. Na szczęście nic poważnie się  nie zniszczyło. Kiedy chciałam wstać uderzyłam twarzą w coś niezidentyfikowanego i tym razem to ja wylądowałam na ziemi. Jakby tego było mało czułam, że moja głowa głową uderza z wielką siłą o chodnik. Z trudem złapałam oddech. Powiedziałam tylko ciche „kurwa” dla wyładowania emocji. Zamknęłam oczy i zacisnęłam zęby. Próba wstania spełzła na niczym. Nawet nie przesunęłam się o milimetr. Nagle ktoś zaczął poklepywać mnie po policzku i coś mówić. Nie wiedziałam co się dzieje wokół mnie. Nie zareagowałam choć chciałam powiedzieć, że nic mi nie jest. W głowie czułam tylko tępy ból, który rozsadzał moją czaszkę od środka. Nagle ktoś odchylił mi głowę do tyłu i uniemożliwia mi dopływ powietrza przez nos. Chyba wiem co było grane. Nie otwierając oczu zebrałam wszystkie moje siły by powiedzieć:
- Z tego co mnie uczono w szkole resuscytacji można dokonać kiedy podstawowe czynności życiowe ustały. Wydaje mi się, że ja jeszcze oddycham.
Nie dokończyłam mówić kiedy poczułam, że mogę swobodnie oddychać. Otworzyłam oczy i zobaczyłam pochylonego nade mną  Felipe Massę. Patrzył się na mnie lekko wystraszonymi oczami.
- Chyba źle oceniłem twoje szanse – wydukał w końcu Brazylijczyk podając mi rękę.
Skorzystałam z jego pomocy dzięki czemu szybko znalazłam się na nogach. To chyba nie był najlepszy wybór, bo zaczęło kręcić mi się w głowie. Złapałam się stojącego obok ogrodzenia i zamknęłam oczy czekając aż mi przejdzie.
- Wszystko w porządku? –zapytał z lekką paniką w głosie. – Nie mdlej mi tu, bo, jak sama widziałaś, chyba nie jestem najlepszy w ratowaniu ludzi.
- Dzięki – spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam. – Raczej nie będziesz musiał mnie nieudolnie ratować.
- Nieudolnie to pewne, ale chęci mam zawsze szczere. – mrugnął do mnie okiem.
- W to nie wątpię. – powiedziałam i schyliłam się po blok. Nadal było mi niedobrze i strasznie kręciło mi się w głowie, ale trening miał zacząć się za niecałe pół godziny. Poprawiłam plecak i starałam się zachować spokój patrząc na twarz jednego z moich idoli. Musiałam się powstrzymywać by nie rzucić mu się na szyję i nie poprosić o autograf, a tym bardziej nie całować go po stopach za próbę uratowania mi życia czy odezwania się do mnie, choćby jednym słowem. Byłam w stanie zrobić którąś z tych rzeczy, ale jakby to wyglądało? Tylko ten, jeden jedyny fakt mnie powstrzymywał.
- Przepraszam za to, że na ciebie wpadłam. Następnym razem będę bardziej uważać.
- Nic się nie stało. Następnym razem muszę się bardziej podszkolić z zakresu pierwszej pomocy. – zaśmiał się.
- Zaraz zaczyna się trening, więc radziłabym ci się pośpieszyć jeśli nie chcesz się spóźnić. Chyba nawet powinieneś już tam być. – powiedziałam odchodząc. – Dzięki jeszcze raz.
Felipe popatrzył na mnie nieco zdziwiony a ja ruszyłam w moją dalszą podróż na tor wyścigowy.
Kiedy dotarłam na miejsce zauważyłam, że nie mam przy sobie jednej bardzo ważnej rzeczy… akredytacji.
- Cholera – zaklęłam.  - Świetnie zaczynasz, Blanka…

1 komentarz:

  1. Aaa! I to podobno ja chamsko kończę rozdziały! :D Blanka zaliczyła niezły początek w Australii, nic tylko czekać co jeszcze może się przydarzyć! :D A Massa to chyba najbardziej urocza gapa świata :3

    OdpowiedzUsuń