Kiedy się obudziłam było jeszcze ciemno. Spostrzegłam, że
znalazłam się w swoim łóżku.
Jakim cudem? Nie mam pojęcia.
Pościel pachniała trochę męskimi perfumami, ale nie
zawracałam sobie tym głowy. Jeszcze na wpół śpiąca szłam boso w poszukiwaniu
mojego telefonu. Nie wiem, po co. Chyba nie myślałam wtedy trzeźwo. Może coś mi
się przyśniło. Byłam święcie przekonana, że w tej chwili jest mi on bardzo
potrzebny.
Niedługą chwilę potem z wielkim hukiem wylądowałam na
ziemi. Od razu się obudziłam. Tak na dobre. Potknęłam się o coś wielkiego, co
znajdowało się na podłodze. I to coś zaczęło jęczeć!
W sekundę zebrałam
się z podłogi i przestraszona pobiegłam włączyć światło. Trochę czasu zajęło mi
przyzwyczajanie do światła, które w pierwszej chwili zaatakowało moje gałki oczne.
Przymrużyłam oczy i usłyszałam męski głos.
- Oszalałaś? – zajęczał Webber zasłaniając oczy przed
światłem, robiąc przy tym dziwną minę.
- Co robisz w moim pokoju? – spytałam lekko zdezorientowana.
- W twoim pokoju? – powtórzył Webber jakby nie zrozumiał.
Nie odpowiedział od razu. Delikatnie się podniósł, a cały ciężar ciała oparł na
ręce.
Dopiero teraz zauważyłam, że na podłodze leży rozłożony
koc, a na nim poduszka i coś w stylu
kołdry, którą okryty był kierowca. W przeciwieństwie do mnie miał na sobie coś,
co chociaż trochę przypominało pidżamę. Ja spałam w ubraniu (chociaż wiem
dlaczego było mi tak niewygodnie), jedynie bez butów.
- To mój pokój. – zaśmiał się. – Nie widać?
- Faktycznie. Za dużo bałaganu. – powiedziałam
rozglądając się. – A mogłabym widzieć jakim cudem się tutaj znalazłam?
- A ja mógłbym
dowiedzieć się, co takiego przed chwilą zrobiłaś? – widziałam, że
powstrzymuje śmiech.
- Szukałam telefonu. – powiedziałam poważnie, kładąc ręce
na biodrach. – Teraz twoja kolej.
- Massa cię tu podrzucił. – położył się z powrotem na
podłodze i zakrył twarz kołdrą. – Mogłabyś zgasić światło? Jest bardzo wcześnie
rano.
- Nie, nie mogłabym. – podeszłam do niego i odrzuciłam
kołdrę na bok. – Co to znaczy „Massa cię tu podrzucił”?
Webber westchnął.
- Stwierdził, że to najlepsze rozwiązanie. Nie chciał
żebyś została sama, bo on miał coś do załatwienia. Sprawa rodzinna.
Przynajmniej tak powiedział. Słyszałem tylko jak kłócił się z żoną. – wzruszył
ramionami. – Coś o tym, że zaczął bawić się w jakiegoś wybawcę.
Stałam przez chwilę wmurowana, patrząc się na Marka jak
na głupka. Nic nie mówiąc wstałam, zgasiłam światło i położyłam się ponownie na
łóżku. Założyłam ręce pod głowę, zamknęłam oczy i choć próbowałam zasnąć, nic z
tego nie wyszło. Nie mogłam przestać myśleć, o tym, że prawdopodobnie narobiłam
Massie kłopotów rodzinnych. No bo o co innego mogło chodzić z wybawcą? Naprawdę
jestem mu wdzięczna, że pomógł mi w tej sytuacji. Co by było gdyby nie przyszedł
i nie przyłożył Mikołajowi... Nie chciałam nawet o tym myśleć. Zacisnęłam
mocniej oczy, bo obrazy wczorajszego dnia zaczęły dawać o sobie znać. Ktoś
mógłby pomyśleć, że przecież nic się nie stało. Bo się nie stało. Ta sytuacja
jednak nadal mnie dręczyła. Moja psychika nie jest przyzwyczajona do takich
„wrażeń”. Usłyszałam chrapnięcie Marka i otworzyłam oczy. Byłam przekonana, że
już nie zasnę. Stoczyłam się ponownie z łóżka i tym razem, uważając na wszelkie
przeszkody, rozpoczęłam poszukiwania plecaka. Nie zajęło mi to dużo czasu.
Znajdował się niedaleko okna, skąd padało trochę światła. Postawiłam go na
parapecie, otworzyłam i zrobiłam szybki przegląd. Telefon był w środku. Wydawało
się, że wszystko gra. Założyłam plecak na ramię i po cichu wyszłam z pokoju.
Zadzwoniłam do mojej szefowej żeby zarezerwowała mi bilet na najbliższy lot do
Polski. Choć nie tak się umawialiśmy, jeśli następny wyścig miał się odbyć za
niecały tydzień. Na szczęście szefowa o nic nie pytała. Chyba wyczuła, że nie
jestem w zbyt dobrej kondycji. W tym czasie postaram się dojść do ładu i składu
ze swoją osobą, i przemyśleć kilka spraw. Warto było się w ogóle pchać w tą
całą przygodę z Formułą? To miało być spełnienie moich marzeń. Jak na razie
przynoszę same kłopoty nie tylko sobie, ale i innym.
Weszłam do swojego pokoju, plecak położyłam od razu przy
drzwiach. Zaczynało się robić coraz jaśniej, ale i tak zdecydowałam się zapalić
światło. Wyciągnęłam walizkę i spakowałam tam moje rzeczy, oprócz tych w które
zamierzałam się przebrać. Kiedy przyjechałam do hotelu nie wypakowywałam
wszystkiego, dlatego teraz poszło mi szybko i sprawnie. Walizkę postawiłam tuż
obok plecaka, z którego ponownie wyjęłam telefon. Położyłam go na szufladzie i
poszłam przebrać się w świeże ubrania. Założyłam na siebie szarą bluzę z
napisem i zwykłe jeansy. Rozczesałam włosy i doprowadziłam się do porządku.
Spojrzałam na zegarek i zdziwiłam się, że jest jeszcze tak wcześnie. Do odlotu
miałam 2 godziny, a bufet o godzinie 4 rano na pewno nie jest jeszcze otwarty.
Usiadłam zrezygnowana na łóżku i wzięłam telefon do ręki. W pierwszej chwili
chciałam zadzwonić do Vivione i powiedzieć jej o wszystkim, co się tutaj
wydarzyło. Stwierdziłam jednak, że lepiej będzie jak porozmawiamy już w Polsce.
Tak bardzo brakowało mi kogoś z kim mogłabym teraz porozmawiać. Kogoś kto mnie
dobrze zna.
Odblokowałam telefon i napisałam SMSa do Massy. Dziękuję i przepraszam. Głupie, wiem.
Ale nic innego nie mogło mi przyjść do głowy. Najprościej czasami znaczy
najlepiej.
Nie myślałam, że ten wyjazd będzie dla mnie tak ciężki. Z
niecierpliwością czekałam na godzinę kiedy będę mogła siąść w wygodnym fotelu u
siebie w domu, pooglądać jakieś durne programy i nie martwić się, chociaż przez
chwilę, tym co będzie w przyszłości. Szkoda, że ostatnia część tego cudownego
planu na pewno się nie spełni.
Nie mogłam wysiedzieć już w tym pustym pokoju. W uszach
dźwięczało mi od ciszy. Zeszłam więc na dół i skierowałam się do drzwi
wyjściowych. Po drodze uśmiechnęłam się do recepcjonistki, która lekko zdziwiona
odprowadziła mnie wzrokiem. Kiedy wyszłam na zewnątrz uderzył mnie powiew
zimnego powietrza. Takiego orzeźwienia było mi trzeba. Przeszłam parę kroków w
prawo i włożyłam ręce do kieszeni, bo zaczynały mi marznąć. Trzeba przyznać, że
tutejsze poranki nie należały do najcieplejszych. Wciągnęłam głęboko powietrze
i poczułam w płucach przyjemne zimno.
- Blanka? – usłyszałam dobrze znany mi głos. Aż za dobrze.
Udałam, że pomylił mnie z kimś. Miałam nadzieję, że sobie pójdzie jeśli go
zignoruje.
- Blanka, ja naprawdę nie chciałem. – wiedziałam, że
podchodzi do mnie. Zacisnęłam mocniej szczęki. – Zrozum, proszę.
- Chyba nie chcę zrozumieć. – odpowiedziałam jakby do
siebie. Poczułam jak jego ręka zaciska się na mojej. Zamaszystym ruchem
wyrwałam mu się. Moje serce zaczynało bić mocniej. – Czego ty ode mnie jeszcze
chcesz, Mikołaj? – powiedziałam głośniej.
- Żebyś zapomniała o tym co się wydarzyło.
Zaśmiałam się cicho.
- Żebym zapomniała? Ciekawe co ty byś zrobił na moim
miejscu. I nie mów mi, że nie chciałeś. Jakim trzeba być bezczelnym żeby teraz
przychodzić jakby nic się nie stało i mówić takie rzeczy. – odwróciłam się do
niego. – Odpieprz się ode mnie. Raz na zawsze. – powiedziałam i szybkim krokiem
minęłam go, aby wejść z powrotem do hotelu.
- Blanka, przepraszam. – niemal pisnął.
Obróciłam głowę tak aby mnie słyszał i powiedziałam:
- Jesteś żałosny, wiesz?
- To ona kazała mi to zrobić! – krzyknął jeszcze za mną,
a ja już nie zawracałam sobie nim głowy.
Co za palant!
Weszłam do pokoju i ze złością zamknęłam drzwi. Założyłam
słuchawki na uszy i siadłam na podłodze opierając się o łóżko. Dopiero teraz
zauważyłam, że przy rozmowie z Mikołajem zacisnęłam ręce w pięści tak, że a
moich dłoniach zostały ślady w kształcie półksiężyców. Usłyszałam pukanie do
drzwi. Kogo teraz, do cholery, niesie? Nie
mogłam mieć chwili spokoju. Wyjęłam słuchawki z uszu.
- Otwarte! – krzyknęłam i niemal natychmiast usłyszałam czyjeś
kroki w korytarzu. Moim oczom ukazał się Webber. O dziwo, nie był już śpiący.
- Wszystko w porządku? – zapytał.
- A co miałoby być nie w porządku? – zapytałam nieco za
ostro.
- Spokojnie. Nie gryź. – zażartował Mark, unosząc ręce w
obronnym geście.
- Nie pomagasz.
Kierowca zignorował moją wypowiedź i usiadł obok mnie.
- Pytam, bo widziałem, że rozmawiałaś z tym chłopakiem.
Czego znowu od ciebie chciał? – dopytywał się.
- Massa ci wszystko powiedział, prawda?
- Sto punktów dla ciebie. – powiedział głośno, pstryknął
i pokazał palcem wskazującym na mnie.
- To chyba nie muszę ci nic wyjaśniać. – wstałam i
schowałam słuchawki do plecaka, żeby ich nie zgubić. To jedna z niewielu
rzeczy, z którą praktycznie się nie rozstaję. – To miało być spełnienie moich
marzeń. Jeżdżenie na każde Grand Prix i robienie zdjęć. Rzadko komu zdarza się
połączyć to, co kocha robić z tym, co rzeczywiście daje mu pieniądze. Mnie się
udało. Nawet nie wiesz jaka byłam szczęśliwa kiedy dowiedziałam się, że to mnie
wybrali na fotografa działu Formuły. – westchnęłam głośnio i ponownie siadłam
na podłodze. Tym razem naprzeciwko Marka. – A teraz… Teraz nie wiem czy to nie był błąd. Teraz to już nic nie wiem. –
uśmiechnęłam się słabo.
- Szczęście to nasz najgorszy wróg. – stwierdził. – Ale
czasem warto o nie powalczyć.
- Chyba nie wybrałam najlepszego momentu, kiedy walczyłam
o to rzekome szczęście. – powiedziałam i spojrzałam na niego. Czułam, że nie
spuszcza ze mnie wzroku. – No, ale koniec tych pogaduszek – klepnęłam rękoma o
uda. – Samolot nie poczeka. – wstałam i zaczęłam zbierać drobne rzeczy, które
jeszcze zostawiłam. Mark też wstał.
- Widzę, że szybka jesteś. – stwierdził. – Może podwieźć
cię na lotnisko? Na pewno będzie szybciej niż taksówką. Ale czy bezpieczniej,
nie gwarantuję. – zaśmiał się. Spojrzałam na zegarek i z przerażeniem
stwierdziłam, że została mi niecała godzina do odlotu. A przecież jeszcze
odprawa i wszystkie duperele.
- Dzięki, przyda się.
- W takim razie wskakuj do mojego samochodu. – rzucił mi
kluczyki, które wyjął z kieszeni. – Czarno-białe Porsche. Ja wezmę walizki.
- Ciesz się, że mam tylko jedną. – powiedziałam kierując
się do wyjścia i w przelocie łapiąc plecak.
Zbiegłam truchtem po schodach i skierowałam się na
parking. Nie trudno było znaleźć auto Webbera. Otworzyłam je, usadowiłam się
wygodnie i czekałam na mojego szofera. Nagle ktoś zapukał w szybę. Podskoczyłam
przestraszona nagłym dźwiękiem. Uchyliłam szybę, tak abym mogła coś usłyszeć.
- Zgodzisz się zabrać ze sobą potrzebującego?
____________________________
____________________________
Przepraszam, że dopiero teraz dodaję rozdział. Miałam go już od jakiegoś czasu, ale po prostu brakowało mi czasu. Mam nadzieję, że się nie będziecie gniewać. :-)
No i newsy, o których już zapewne wiecie: Massa w Williamsie razem z Bottasem! Moich dwóch ulubionych kierowców w jednym teamie. Lepiej być nie mogło. A w ostatnim wyścigu Valtteri zdobył pierwsze punkty. Ahh... :D A postawy Ferrari nie będę komentować. Mam nadzieję, że Massa będzie mógł pokazać się z dobrej strony w swojej (i mojej :-)) Brazylii.
No to tyle.
A, i komentujcie, bo to naprawdę zachęca do pracy. Wiem, że dla kogoś piszę. Wytykajcie mi błędy, bo wiem, że są ich setki. Szczególnie przecinki...
PS. Co ja będę robić bez wyścigów?! Dobrze, że chociaż siatkówka mi zostaje.
Enjoy!
Rozdział fantastyczny. Fajnie, że wreszcie coś dodałaś, bo myślałam, że nie napiszesz :D Ale jest super ! Czekam na następny. Dużo weny kochana życzę ;*
OdpowiedzUsuńAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA NIE WYSŁAŁO MI KOMENTARZA :( Jeszcze raz:
OdpowiedzUsuńChcę więcej Marka Webbera! Wiem, że w tym rozdziale go sporo, ale ja chcę jeszcze więcej! Żeby do czegoś doszło między nim i Blanką. No wiesz, no :D Maaark, nie opuszczaj nas :( On jest taki cudowny! (a już ten filmik z plaży jak on taki w spodenkach samych z deską i morzem, omggg)
Mikołaj jest zjebany. Naprawdę, debil. Ja na miejscu Blanki bym się nie bawiła w jakieś rozmowy i prośby, tylko od razu bym mu przywaliła. Mark powinien znowu zainterweniować, byłoby fajnie :D Czekam na kolejny rozdział! :)
xxx
Majka
PS: Powiem ci w sekrecie, że mam pomysł na opowiadanie :D Ale jest o piłce nożnej, więc cię pewnie nie interesuje. Ale tak czy siak - pomysł jest! Jeszcze tylko muszę cokolwiek napisać :D
Rany... Moje opowiadanie chyba nigdy nie będzie tak fajne. Dlatego nie mam bloga ;P No ale Mark, czemu on odchodzi :( Co do opka: genialne jak zwykle i czekam na kolejną część! Ale wiesz.. bez stresu ;)
OdpowiedzUsuńNawet tak nie mów! Ja myślałam, że mojego bloga nikt nie będzie czytać oprócz przyjaciół (ale to z litości xD), a tu przeżyłam szok. Także zakładaj bloga, ja chętnie poczytam. I nie ma, że nie!
UsuńJa nie umiem sobie wyobrazić F1 bez Marka. Będzie tak... pusto. ._.
Na początku się uśmiałam;) Błędów nie zauważyłam, choć zbytnio nie patrzyłam na interpunkcję. Jedynie mogę powiedzieć, że rozdział jest dość krótki, ale jest super;)
OdpowiedzUsuńmi się bardzo podoba, tylko szkoda że taki krótki :) ja tez nie mam pojęcia co bede robiła przez zime bez wyścigów i tak smutno że w następnym sezonie już nie bedzie Marka ..
OdpowiedzUsuń