piątek, 11 października 2013

Rozdział VIII: Nie miałam już siły na nic.



I po wyścigu. Pierwszym triumfatorem w tym sezonie został Kimi Raikkonen. Tuż za nim znaleźli się Fernando Alonso i Sebastian Vettel. Massa zakończył wyścig na tym samym miejscu jakie zajął w kwalifikacjach. Nie był tym faktem zbytnio zadowolony, tym bardziej, że podium było blisko. Do tego Hiszpan nosił się dumnie jak paw, jakby to on wygrał wyścig. Cały czas patrzył z pogardą i głupim uśmiechem na Felipe, chcąc pokazać kto jest lepszy. Brazylijczyk nic sobie z tego nie robił, chyba był już przyzwyczajony do tego typu zachowań. Przyznam szczerze, że ja na miejscu Massy nie wytrzymałabym i uderzyłabym go w tą jego wyszczerzoną gębę. Miałam mój plan wprowadzić w życie i szłam już w kierunku Alonso, kiedy usłyszałam zza pleców głos Felipe.
- Nie warto. – powiedział, jakby czytając w moich myślach.
Stanęłam w miejscu i obróciłam się w jego kierunku. Cały mój zapał w tym momencie ostygł. Ale przysięgam, że jeszcze to zrobię. Na pewno sprawi mi to ogromną przyjemność.
- Masz rację, za dużo świadków. Trzeba to załatwić po cichu.– zaśmiałam się.
Byłaby niezła afera gdybym teraz to zrobiła i pewnie pożegnałabym się z pracą. Chociaż co tam praca z porównaniu z tą satysfakcją…
Spojrzałam tylko wrogo na Alonso (co z tego, że on tego nie widział) i odpuściłam sobie. Musiałam pozostać w dobrym humorze, tym bardziej, że dzisiaj miała odbyć się impreza na rozpoczęcie sezonu. Oczywiście żaden dziennikarz, fotograf czy ktokolwiek inny nie miał prawa wejść do środka budynku w jakim wszystko ma się odbywać, ale przed nim nikt nie zakazał stać. Tak więc, miałam cichą nadzieję, że wyhaczę jakieś superhiperwyjebanewkosmos zdjęcie, np. pijanego Alonso. Oj, nie pogardziłabym.
Szybko zebrałam swoje rzeczy z „pobojowiska” i udałam się w stronę hotelu. Chciałam wziąć szybki prysznic i przebrać się w świeże ubrania, bo co jak co, ale tyle godzin spędzonych na torze daje za swoje. Nawet jeśli robi się tylko zdjęcia. Noc nie zapowiadała się ciepło, więc postanowiłam założyć zwykłe jeansy, moją ukochaną siatkarską koszulkę reprezentacji Brazylii i bluzę z kapturem na wszelki wypadek.
***
Ale ścisk. Nigdy więcej czegoś takiego. Nigdy. Jestem właśnie (jakimś cudem!) w drugim rzędzie i nie mogę oddychać. Modliłam się tylko żeby wszystko szybko minęło. Na szczęście wszyscy zaproszeni goście zaczęli się zjeżdżać. Kierowcy przyjeżdżali swoimi sportowymi autami, a ja mogłam tylko stać z otwartymi ustami i podziwiać te wózki. W porę się ocknęłam i zaczęłam robić zdjęcia gościom wchodzącym już do budynku.  Praktycznie nikt nie zawracał sobie nami głowy, tylko od czasu do czasu ktoś przystanął, przywitał się z kimś lub na kogoś poczekał. Także szału nie było.
Sam budynek nie był duży (przynajmniej nie tak jak go sobie wyobrażałam).
Zaczynało kropić  i robić się coraz ciemniej, więc wydostałam się z tłumu i poszłam usiąść pod balkon, a przy okazji znalazłam się tuż pod oknem, z którego padało światło. Nie było zbyt przyjemnie tym bardziej, że jakieś 100 metrów ode mnie znajdował się las. Głupie obrazy zaczynały pojawiać się w mojej głowie. Spojrzałam na zegarek i zrezygnowana pokręciłam głową. Trochę sobie tu poczekam.
Z plecaka wyjęłam blok rysunkowy i ołówki. Otworzyłam go i moim oczom ukazał się niedokończony szkic przedstawiający moją mamę i starszego brata. Przejechałam lekko palcem po twarzy mojej rodzicielki. Tak bardzo za nią tęskniłam. Czułam, że łzy napływają mi do oczu, zamknęłam je i zacisnęłam mocniej. Mimo to, łza wydostała się spod moich powiek. Szybko otworzyłam oczy i wytarłam ją rękawem. Przy okazji odgoniłam wszystkie złe wspomnienia, które zaczynały kłębić się na nowo w mojej głowie.
Ile to już razy zabierałam się za ten rysunek…? Chcę go dokończyć, zadecydowałam. Chcę mieć jakąś pamiątkę, chcę żeby coś mi o niej przypominało. Strumień światła padał prosto na kartkę, ale mimo to widoczność nie była zbyt dobra. Postanowiłam jednak spróbować. Zaczęłam od mojego brata, który znajdował się po lewej stronie rysunku. Dosyć sprawnie mi to poszło. Zabrałam się więc  za mamę. Z tym było trochę gorzej. Nie miałam jej żadnego zdjęcia, mogłam liczyć tylko na swoją pamięć. Prawie skończyłam. Do narysowania zostały mi tylko jej włosy. Włosy, które zapamiętałam najbardziej. Długie, gęste, koloru blond, z których często plotłam warkocze i inne wymyślne fryzury. Zawsze pięknie pachniały szamponem. Wspomnienia na nowo zaczynały dawać o sobie znać, więc chciałam maksymalnie skupić się na rysowaniu. Było już strasznie ciemno i zaczynały mnie boleć oczy. Nagle całą kartkę pokrył cień. Nim spojrzałam w górę stałam już na nogach. Poczułam straszny ból. Ktoś wbijał mi palce w ramię. Syknęłam i zobaczyłam przed sobą twarz Mikołaja.
- Oszalałeś? Co Ty robisz? – powiedziałam zdenerwowana, próbując się uwolnić.
- Chyba czas porozmawiać. Nie uważasz? – odpowiedział tonem, który nie znosi sprzeciwu.
- Przestań, to boli!
Ciemno, zimno, głośna muzyka, las…  Świetnie.
Nagle poczułam pulsujący ból po prawej stronie policzka. Mimowolnie krzyknęłam.
- Zamknij się. – powiedział i przybliżył się do mnie. Odwróciłam głowę w bok. –Teraz mnie dokładnie wysłuchasz. – z każdym słowem coraz bardziej zaciskał dłoń na moim ramieniu. – Albo posłusznie wrócisz do domu albo przekonasz się do czego jestem naprawdę zdolny. I przekaż to samo temu twojemu kochasiowi. Niech lepiej uważa na to co robi.
- To chyba już nie twoja sprawa. Odpieprz się. – odpowiedziałam i ponownie dostałam w twarz. I tym razem krzyknęłam.
Skurwysyn.
- Zamiast bicia możemy to załatwić przyjemniej. – powiedział. W tej samej chwili  przywarł swoim ciałem do mnie i zaczął całować. Poczułam jak jego ręka wędruje pod moją bluzkę. Chciało mi się rzygać. Ze wszystkich sił starałam się go od siebie odepchnąć, kopać, drapać, jednak bez skutku. Nie wiedziałam co miałam zrobić.
- Pomocy! – krzyknęłam, choć wiedziałam, że szanse na to, że ktoś tu przyjdzie są marne.
- I tak nikt cię nie słyszy. – uśmiechnął się obleśnie.
Zamknęłam oczy by na niego nie patrzeć. W myślach błagałam żeby ten koszmar się skończył.
Nagle poczułam, że uścisk zelżał. Na pewno sam bym nie ustąpił. Usłyszałam jęk bólu, więc szybko otworzyłam oczy żeby zobaczyć co się stało. Przede mną stał Massa rozcierający swoje palce, a obok niego siedział na ziemi Mikołaj. W tej chwili całe napięcie opadło a wszystko, co miało przed chwilą miejsce docierało do mnie ze zdwojoną siłą. Nie zwracałam uwagi na to co w tej chwili robi Felipe i Mikołaj. Po prostu chciałam się znaleźć w innym miejscu, nie pamiętając nic z wydarzeń dzisiejszego dnia. Ciągle opierając się o ścianę siadłam na zimnej ziemi. Poczułam łzy na policzkach, których nie mogłam w żadnej sposób powstrzymać. Dlaczego zawsze mnie muszą spotykać najokropniejsze rzeczy? Nie raz zadawałam sobie to pytanie, nawet kiedy byłam jeszcze dzieckiem. Schowałam twarz w rękawy mojej bluzy i otarłam twarz jednak łzy cały czas spływały. Nie wiedziałam co się wokół mnie dzieje. Nie zareagowałam kiedy Felipe przy mnie usiadł i pozwolił oprzeć mi się na swoim ramieniu. Mówił coś do mnie, nie bardzo wiedziałam co, ale po chwili zrezygnował widząc, że go nie słucham. Minęła chwila czasu kiedy odezwał się ponownie:
- Cała się trzęsiesz. – oznajmił. – Chodź, wejdziemy do środka. Tam jest cieplej.
- Nie, nie trzeba. – odpowiedziałam, próbując być przekonująca. Jeszcze tego mi potrzeba, żeby wszyscy widzieli jaką ciotą naprawdę jestem.
- Trzeba. Przecież widzę. – powiedział – Nie udawaj twardej.
Nie chciałam i nie miałam siły się z nim kłócić. Dopiero kiedy wstałam poczułam jak mi słabo i zimno. Felipe zapakował wszystkie rzeczy leżące na ziemi do plecaka i założył go sobie na ramię. Objął mnie ramieniem i zaprowadził do drzwi. Kiedy weszliśmy prawie wszystkie oczy spoczęły na mnie. Massa nic sobie z tego nie robił i zaprowadził mnie do jakiegoś pokoju. Nie pamiętam nawet jak się tam dostaliśmy.
Pomieszczenie było średniej wielkości. Znajdowały się w nim dwie sofy i stolik. W rogu stały jakieś kwiatki a promienie księżyca służyły jako oświetlenie. Prawie nie zwracałam uwagi na wystrój i elementy znajdujące się w pokoju.. Chciałam tylko zostać sama. Brazylijczyk zdął plecak i położył go obok sofy.
- Usiądź, a ja pójdę przynieść coś ciepłego do picia. – poinformował i wyszedł.
Skierowałam się w  kierunku jeden z sof i zgodnie z poleceniem Felipe usiadłam. Podciągnęłam nogi to klatki piersiowej, a kolana otoczyłam rękoma. Chciało mi się wyć, jak cholera. Nigdy w życiu nie chciało mi się tak wyć jak właśnie w tej chwili. Robiłam wszystko by choć trochę zachować pozory spokojnej. Chciałam zamknąć oczy lecz od razu wszystko wracało. Massa dość długo nie wracał. Pewnie tłumaczy się z tego co zrobił. Jeszcze będzie miał problemy przeze mnie. Brawo, Blanka. Brawo. Oparłam głowę o kolana starając się o niczym nie myśleć. Usłyszałam dźwięk otwierających się drzwi. Byłam przekonana, że wrócił Felipe, dlatego nie raczyłam spojrzeć w ich kierunku. Poczułam, że ktoś siada obok mnie.
- Co się stało? – usłyszałam głos Webbera. Poczułam ciarki na plecach.
Nie byłam w stanie nic powiedzieć, choć bardzo chciałam. Podniosłam głowę i spojrzałam na niego. Patrzył się na mnie nie mrugając, a w jego oczach dostrzegłam błysk zmartwienia.  Zebrałam się w sobie i powiedziałam:
- Nie pytaj, proszę. Nie chcę do tego wracać. – powiedziałam łamiącym się głosem.
Mark nic nie odpowiedział tylko kciukiem przejechał po moim policzku i wytarł spływającą łzę. W tej chwili do pokoju wszedł Massa. Mark błyskawicznie stanął  na nogi.
- Chyba przeszkodziłem. – powiedział Felipe z głupią miną trzymając kubek gorącej herbaty w ręce.
- Nie, nie. – zaprzeczył szybko Webber. – Ja już wychodzę. – spojrzał na mnie dłuższą chwilę i odwrócił się do wyjścia. Massa odprowadził go wzrokiem, a kiedy wyszedł, podszedł i postawił kubek na stoliku i siadł obok mnie. W tej chwili poczułam, że mimo, że znam go zaledwie parę dni jestem pewna, że mogę mu zaufać. Obecne wydarzenia jeszcze bardziej potwierdziły mnie w tym przekonaniu. 
Zepsułam mu zabawę. Doskonale o tym wiedziałam i to był kolejny powód do obwiniania się. Skoro tylko wszystko wszystkim psuję to po co ja jeszcze tutaj jestem? Nie miałam już siły na nic.
Oparłam głowę o ramię Brazylijczyka i nawet nie wiem kiedy, zasnęłam.
_________________________
Przepraszam, że dopiero teraz coś dodaję, ale zwyczajnie nie mam czasu. Szkoła pożera cały mój wolny czas. Biol-chem-fiz zobowiązuje. W każdym tygodniu minimum dwa sprawdziany jak nie więcej, do tego pytania, prace do oddania itd. Czasem nie daję rady. Już w połowie września napisałam połowę rozdziału, ale dopiero dzisiaj udało mi się skończyć.
Postaram się dodawać rozdziały co miesiąc, ale nie obiecuję, że tak będzie. Mam nadzieję, że mnie zrozumiecie. :-)
W niedzielę wyścig w Japonii a ja jaram każdym momentem kiedy Massa jest przed Alonso.Cudowny widok. 
No to chyba na tyle, nie chcę się tutaj rozpisywać po rozdziale, bo wiem, że większość pewnie tego nie czyta. ;-) Chciałam tylko bardzo podziękować Wam za odwiedzanie mojego bloga, bo kiedy patrzę na wyświetlenia to jest mi naprawdę miło.
Trzymajcie się ciepło, pozdrawiam. :-*

6 komentarzy:

  1. Rozdział jak zwykle genialny, ale... Co za psychol z tego Mikołaja! :o Biedna Blanka, mam nadzieję, że Felipe przywalił mu naprawdę mocno! W sumie szkoda, że Webber się nie dowiedział, co się stało - wtedy Mikołaj już by chyba nie żył hehehe :) temu panu już zdecydowanie dziękujemy. Imię Felipe ma chyba w sobie coś magicznego, bo jego właściciele są po prostu przecudowni :3 Naturalnie czekam na następny (jakiś postęp w relacji Blanka - Webber maybe? tak tylko sugeruję) Pozdrawiam i całuję :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie, będzie. :3 A co do imienia to się zgadzam, chociaż mam wyjątek w klasie. Może dlatego, że Polak. :))))))

      Usuń
  2. rozdzial swietny i szybciutko pisz nastepny ,mam nadzieje ze jutrzejszy wyscig cie do tego zainspiruje z markiem na czele, bo osobiscie jemu i blance kibicuje

    OdpowiedzUsuń
  3. Wkońcu się doczekałam! Rozdział ganialny, mimo że jestem wierną fanką Fernando :3 Webbo bardzo lubię dlatego mam nadzieję na postęp między nim, a Blanką. Felipe... Poprostu jest super i nie wiem co napisać więcej. Narazie nie widzę nic o Vettelu, chyba że było a ja już zapomniałam ;P

    OdpowiedzUsuń
  4. TAK TAK TAAAAAAAAAAAAAK :D Jaki bohaterski się nam Felipe zrobił! Taki mały i niepozorny, a tu proszę :D Wybawiciel!
    Mikołaj ma poważne problemy ze sobą, niech lepiej gdzieś wyjedzie i się więcej nie pokazuje. Zaczyna to być naprawdę denerwujące. Jak chłopak nie rozumie słowa "nie", to niech kogoś zapyta, co ono znaczy. Bo na pewnie nie "włóż mi rękę pod bluzkę" :|
    MAHK WEBAH <3 <3 <3 Im więcej wątków Blanka-Mahk, tym lepiej :3
    A tak nawiasem mówiąc, to szkoda, że to Alonso jest tym złym w opowiadaniu, dużo mniej lubię Vettela i to on dla mnie jest najgorszą najgorszością w F1... ale ok. Czekam na następny rozdział! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. cudowny rozdział *,* nie wiesz jak się ucieszyłam jak weszłam na twojego bloga i widzę nowy rozdział :-))

    OdpowiedzUsuń