niedziela, 28 lipca 2013

Rozdział I: Przygodę czas zacząć



- Nareszcie – powiedziałam pod nosem wychodząc  z redakcji.
Kto bym pomyślał, że taka karteczka w dłoni może dać tyle szczęścia. Szybko zbiegłam po schodach do mojego samochodu. Byłam umówiona z moją przyjaciółką. Spojrzałam na zegarek i z niezadowoleniem pokręciłam głową. Spóźnię się, co do tego nie ma wątpliwości. O tej porze na pewno będą korki. Pośpiesznie wyciągnęłam telefon i napisałam SMS’a do Vivione, że nie dotrę na czas. Nie lubiłam się spóźniać, lecz zdarzało mi się to dość często. Nie z mojej winy. No… prawie. Tym razem jednak mój pobyt w redakcji trochę się przedłużył. Ale myślę, że przyniosło to same plusy.
Otworzyłam drzwi do samochodu a magiczną karteczkę wsadziłam do schowka. Będę musiała zainwestować w smycz. Uruchomiłam silnik i wyjechałam z parkingu. Było niemiłosiernie gorąco, tym bardziej w samochodzie.
 Nie przepadałam za latem. Zbyt gorąco, wszędzie duszno, pełno przepoconych i zmęczonych ludzi. Słońce razi po oczach, okropnie parzy w skórę.  Zimy zresztą też nie lubiłam. Grube kurtki znacznie ograniczają ruch, na dworze jak nie ciapa to lód, tak że normalnie nie da się iść. Ciągłe ubieranie się, bo w pomieszczeniach gorąco, na dworze ziąb.  Trudno mi dogodzić jeśli chodzi o pogodę.
Tak jak się spodziewałam – większość czasu spędziłam w korku. Dostać się w miarę szybko do miasta o tej porze graniczy z cudem. Na miejsce dotarłam mocno spóźniona.
Wpadłam do kawiarni, aby nie pozwolić Vivione czekać jeszcze dłużej. Szybko odszukałam ją wzrokiem. Pomachała mi ręka. Uśmiechnęłam się i podeszłam. Pocałowałam ją w policzek na przywitanie i dosiadłam się.
- Przepraszam za spóźnienie. Redakcja… –  powiedziałam chcąc wytłumaczyć moje spóźnienie.
- Już się nie tłumacz, Blanka. – uśmiechnęła się – Lepiej powiedz po co kazałaś czekać mi tu tyle czasu.
- Już mówię. – powiedziałam po portugalsku.
W woli wyjaśnienia: Vivione jest Brazylijką i uczy mnie jej ojczystego języka a ja odwdzięczam się jej tym samym. Często przechodzimy z języka polskiego na portugalski i na odwrót. Dobry z niej nauczyciel. Zawsze powtarzam jej, że świetnie nadaje się na nauczycielkę, lecz ta stanowczo zaprzecza. Mówi, że nie zna jeszcze polskiego na tyle, by móc komunikować się w tym języku tłumacząc zasady swojego. Jednak to nie jest prawda. Jej polski jest naprawdę dobry, ma jedynie małe problemy z akcentem. Niestety nie da się jej przekonać. Praktycznie, bo teoretycznie można wszystko.
Wyciągnęłam średniej wielkości kartonik , którego skrytka wcześniej znajdowała się w samochodzie. Popukałam w niego palcem i z uśmiechem na twarzy podałam go jej.
- Marzenia czasem się spełniają – stwierdziłam.
Vivione zrobiła wielkie oczy po czym dość głośno (chyba za głośno, bo wszyscy się na nas spojrzeli) powiedziała:
- Masz akredytację na wszystkie wyścigi F1?!
-  Dokładnie tak. – zaśmiałam się.
- Szczęściara z ciebie. – powiedziała i wstała, aby mnie przytulić – Może załatwisz mi wejściówkę chociaż na jeden wyścig, co? – mrugnęła do mnie okiem.
- Postaram się. – rzuciłam i spytałam o to, czy coś zamawiamy.
Rozmawiałyśmy jeszcze przez godzinę przy kawie i lodach. Czas zdecydowanie za szybko leci w dobrym towarzystwie. Dowiedziałam się, że mój portugalski nie jest najgorszy, co niezmiernie mnie ucieszyło. Z niewielkimi problemami mogłam rozmawiać z przedstawicielami mojego ulubionego kraju.
Zapłaciłyśmy rachunek i wstałyśmy od stolika. Pożegnałyśmy się przed kawiarnią.
- Przygodę czas zacząć. – powiedziałam na odchodne kierując się w stronę samochodu. Z wielkim uśmiechem pomknęłam w stronę domu.
 _________________
Jak to się mówi - "pierwsze koty za płoty". Jak widać na razie szału nie ma, ale czego się spodziewać po pierwszym rozdziale. Mam nadzieję, że wszystko ruszy po mojej myśli, tak jak sobie to, mniej więcej, zaplanowałam. 
Czołem!

1 komentarz:

  1. skromna jak zawsze Ola, a pierwszy rozdział jest świetny i zachęca do czytania następnych! Historia dobrze się zapowiada już teraz, a Twój styl pisania sprawia, że to wszystko jest przyjemne dla oka! :)

    OdpowiedzUsuń